Dominik Witczak: Zrobimy wszystko, aby wrócić do dobrej dyspozycji

We wtorkowy wieczór katowiczanie podejmowali ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle, której ulegli w trzech setach. Atakujący śląskiej drużyny nie krył rozczarowania wynikiem. Z kapitanem GKS-u porozmawialiśmy również o zmianie barw klubowych, atmosferze panującej w katowickiej drużynie, a także o… kinie i gotowaniu!

Katarzyna Mac, M-volley.pl: Czego zabrakło pana drużynie w starciu z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle?
Dominik Witczak, GKS Katowice: Tak naprawdę ciężko skomentować ten mecz. Nie wyszedł nam od początku do końca, nie mogliśmy się przełamać w jakimkolwiek elemencie technicznym. Trudno mi powiedzieć, co było główną przyczyną porażki po naszej stronie. Czasami po meczu od razu wiadomo, że na przykład zepsuliśmy zbyt dużo zagrywek lub zbyt często myliliśmy się w ataku. W tym spotkaniu zawiodło wszystko – nasza gra była bardzo słaba, o wiele gorsza niż kilka kolejek temu. Nie chodzi nawet o to, że graliśmy z ZAKSĄ, która cały czas gra stabilnie i dzisiaj nie było inaczej – zagrali kolejny dobry mecz. My wykorzystaliśmy tylko około 20-30% tego, co powinniśmy prezentować i na co ciężko pracujemy. Niestety, po takim spotkaniu pozostaje tylko przeprosić kibiców, gdyż od początku do końca w tym meczu po prostu nie istnieliśmy. Być może przyczyną było trochę strachu i presji… chociaż to drugie nie powinno mieć miejsca w meczu z mistrzem Polski. To oni mogą mówić o presji, ponieważ grali z teoretycznie słabszym zespołem i powinni wygrać za 3 punkty. My powinniśmy walczyć o każdą piłkę – niestety, tego zabrakło naszej drużynie. Bardziej walczyliśmy dzisiaj ze sobą niż z ekipą z Kędzierzyna.

W Kędzierzynie-Koźlu spędził pan osiem sezonów, jednak na boisku nie było sentymentów. Czy podając rękę byłym klubowym kolegom nie żałuje pan decyzji o zmianie klubu?
– Nie żałuję. Gdybym miał podjąć decyzję jeszcze raz, na pewno byłaby taka sama. W moim byłym klubie podjęto kilka wyborów, nastąpiły zmiany na pozycji atakującego i dlatego zdecydowałem się na przenosiny do Katowic. Cieszę się, że miałem okazję tak długo występować w ZAKSIE i grać u boku tylu świetnych zawodników. Zawsze będę bardzo miło wspominał czas, jaki spędziłem w Kędzierzynie.

Gdy GKS Katowice ogłosił pana transfer, menedżer zespołu – pan Dariusz Łyczko powiedział, że „świetnie wpisuje się pan w model drużyny”. Czy po dwóch miesiącach spędzonych w Katowicach faktycznie może pan powiedzieć, że odnalazł się pan w tej drużynie i tworzycie zgrany zespół?
– Czy wpisałem się w model drużyny, trzeba by zapytać resztę chłopaków (uśmiech). Myślę, że tak, ponieważ nie jest to trudne. Ekipa jest naprawdę fajna, zgrana – mówię tu nie tylko o zawodnikach, ale o całym klubie. Każda z osób, która jest z nami, bardzo dobrze wpasowała się w plan zbudowania drużyny. Panuje atmosfera ciężkiej pracy, ale jest również moment na żarty. Myślę, że wszystko jest odpowiednio wyważone i nie przesadzamy w jedną ani drugą stronę. Na atmosferę, jaka panuje  w szatni czy na treningu, nie możemy narzekać, gdyż jest jak najbardziej pozytywna.

Obecnie GKS Katowice znajduje się na 6. miejscu w tabeli. Gdyby sezon zakończył się dzisiaj, usatysfakcjonowałby pana taki wynik?
– Myślę, że tak, ale niestety sezon się teraz jeszcze nie kończy. Przed nami seria spotkań, która wyjaśni nam to, gdzie tak naprawdę się znajdujemy, jeśli chodzi o poziom PlusLigi. Przez te dwa miesiące zbudowaliśmy swoją jakość gry. Były spotkania, w których spisaliśmy się bardzo dobrze. Niestety nasza forma lekko spadła, w meczu z ZAKSĄ naprawdę się nie popisaliśmy. Nie wiem, czy jako komentarz do tego meczu powinienem użyć słowa „blamaż”, czy nie będzie to zbyt mocne słowo… ale wydaje mi się, że nie. To spotkanie nie powinno jednak nam i kibicom zupełnie zamazać siatkówki, którą graliśmy kilka kolejek wcześniej. Od początku sezonu graliśmy naprawdę dobrze i wygraliśmy kilka trudnych meczów. Mam nadzieję, że wrócimy do tego poziomu gry, ponieważ teraz mamy serię ciężkich spotkań. Przegraliśmy z PGE Skrą, z ZAKSĄ, czeka nas mecz z Zawierciem, później kolejni przeciwnicy. Musimy zrobić wszystko, żeby już od momentu gry z Aluronem wrócić do dobrej dyspozycji sprzed kilku kolejek.

W sobotę podejmujecie Aluron Virtu Wartę Zawiercie. Teoretycznie powinno być łatwiej zdobyć punkty.
– Myślę, że z każdym meczem będzie nam łatwiej o punkty, jeżeli będziemy grać na 100%. Kiedy każdy zawodnik dołoży coś pozytywnego, konkretną wartość w danym elemencie – wtedy na pewno zdobycie cennych „oczek” będzie łatwiejsze. Nieważne, czy zmierzymy się z Zawierciem, Resovią czy Jastrzębskim Węglem – gdy zagramy na swoim poziomie, wrócimy do zdobywania punktów.

Na koniec kilka pytań niezwiązanych z siatkówką. W jednym z artykułów czytałam, że pana pasją jest kino. Jakiś konkretny gatunek lubi pan najbardziej?
– Preferuję różnorodne gatunki filmowe, nie skupiam się na jednym. Przy wyborze konkretnego filmu sugeruję się również tym, z kim zamierzam go obejrzeć i w zależności od gustu mojego i tej osoby wybieramy odpowiedni gatunek i tytuł. Wiadomo, że z żoną najczęściej jestem skazany na komedie romantyczne (śmiech). Z Siergiejem Kapelusem i jego synem, który ma kilkanaście lat, wybieramy się na produkcje Marvela – takie ekranizacje też trafiają w mój gust, nie zawsze jest to ciężkie kino i horrory. Lubię również filmy przygodowe, na które naprawdę warto iść do kina, gdyż często są w nich ciekawe efekty specjalne. Czasami warto iść, żeby zresetować głowę i na dwie godziny zapomnieć o siatkówce. Niekoniecznie musi to być bardzo ambitne kino. W tym tygodniu wybieram się na jakiś film, może nawet uda się dwa razy. Co prawda nie sprawdzałem jeszcze repertuaru, ale na pewno znajdziemy coś ciekawego. Z żoną zapewne trafimy na „Listy do M. 3”, a z Siergiejem jeszcze nie wiem – wybierzemy jakieś lżejsze kino (uśmiech).

Woli pan obejrzeć film w kinie czy w domu?
– Więcej filmów zdecydowanie oglądam w domu. Większość czasu pochłaniają treningi i mecze, więc nie mamy tak dużo wolnego, abyśmy mogli spokojnie wychodzić do kina kilka razy w miesiącu. Gdy wracam do domu, spędzam czas z żoną i synem, a wieczorem, gdy syn pójdzie spać jest czas, aby na spokojnie obejrzeć film z żoną.

Czytałam również, że lubi pan gotować.
– Faktycznie, gdy mam czas lubię trochę kucharzyć (śmiech). Ostatnio mój syn miał urodziny i trochę czasu spędziłem w kuchni. Przygotowaliśmy m.in. zapiekane piersi z kurczaka nadziewane serem pleśniowym, pojawiło się też na stole szybkie, ale niecodzienne danie – schab w zupie cebulowej. Gdy zbiera się więcej dzieci, można przygotować na przykład naleśniki faszerowane. Zdecydowanie więcej czasu na gotowanie mam na wakacjach, ale i tak zawsze chętnie pomagam w kuchni.

Może zobaczymy kiedyś Dominika Witczaka w Masterchefie…
– Nie, aż tak wysokiego poziomu nie prezentuję. Oglądałem kilka odcinków, odpadłbym w pierwszej rundzie (śmiech).

Rozmawiała Katarzyna Mac
Fot.: M-volley.pl

(1 ocen, ogólnie: 5,00 z 5)
Loading...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *