Gonzalo Quiroga dla M-volley: Musimy być skupieni na kolejnych meczach i własnej grze

Argentyński przyjmujący GKS-u Katowice, Gonzalo Quiroga, w rozmowie z naszym portalem opowiedział o środowej porażce z Łuczniczką Bydgoszcz, atmosferze w katowickim Spodku, pojedynku ze swoim bratem i o tym, jak radzi sobie z polską pogodą.

Magdalena Kwaśniok, M-volley: Walczyliście, jednak nie udało wam się odwrócić wyniku spotkania z Łuczniczką Bydgoszcz. Gdzie upatrujesz przyczyny porażki?
Gonzalo Quiroga, GKS Katowice: Trudno mi jest wyróżnić jeden element, który zaważył na końcowym rezultacie. Choć nie sprawdzałem jeszcze statystyk, wydaje mi się, że zbyt wiele punktów straciliśmy w polu zagrywki. Ostatecznie jednak myślę, że po prostu nie zagraliśmy dobrego meczu – tylko momentami prezentowaliśmy grę na naszym poziomie. Musimy wyciągnąć wnioski z naszych błędów i skupić się na kolejnych spotkaniach, by w nich dać z siebie tyle, ile aktualnie możemy.

Uważasz, że jesteście już wystarczająco zgrani czy jest to coś, nad czym jeszcze musicie popracować?
Atmosfera w zespole jest świetna – mogę porozmawiać z każdym z drużyny, wszyscy dobrze się rozumiemy. Na boisku również czuję się z chłopakami komfortowo. Dobrze nam się ze sobą gra, ale są rzeczy, nad którymi musimy popracować. Czasami są to niuanse, których poprawa może sprawić, że będziemy grali dużo lepiej.

Spodek, w którym rozegraliście pierwszy mecz w Katowicach w tym sezonie, ma duże znaczenie dla polskich kibiców. Co myślisz o tym obiekcie?
– To świetne miejsce do grania w siatkówkę i byłem naprawdę zdziwiony, z jaką łatwością przyzwyczaiłem się do panujących w tej hali warunków i wielkości obiektu. Wielu ludzi przyszło zobaczyć nasze spotkanie – było to coś, co mogło nam pomóc, jednak nie wykorzystaliśmy tego. Pozostaje tylko wygrać kolejny mecz, które tutaj zagramy.

Byłeś zaskoczony ilością ludzi na trybunach?
– Prawdę mówiąc myślałem, że będzie ich trochę więcej (śmiech). Tak na poważnie, jak już wspomniałem, Spodek jest naprawdę duży i nawet jeśli przyszło wielu ludzi, hala wydawała się trochę pusta. To, że zagraliśmy słabe spotkanie, nie ma więc nic wspólnego z zewnętrzną presją i nie chcę szukać żadnych usprawiedliwień dla naszej porażki.

GKS to twój pierwszy klub w PlusLidze. Nie bałeś się tego wyzwania?
– W poprzednich latach mieszkałem w USA i grywałem we Włoszech, więc nie byłem przestraszony. Oczywiście, praca tutaj to bardzo duże wyzwanie, gdyż jest to mój pierwszy klub w profesjonalnej lidze, jednak byłem bardziej zniecierpliwiony, może trochę niepewny. Teraz przywykłem do tej sytuacji – lubię to, co robię, uwielbiam grać przed dużą publicznością i bardzo mnie cieszy to, że dostałem od klubu szansę.

Przed tobą w polskiej lidze grało wielu Argentyńczyków. Miało to dla ciebie znaczenie przy wyborze klubu?
– Na pewno po części tak, ale jakbym się nad tym dłużej zastanowił, gdy pojawiła się oferta z Katowic,  tak naprawdę nikogo nie pytałem o warunki panujące w klubie czy w lidze. Byłem po prostu gotowy spróbować swoich sił w PlusLidze – moim zdaniem, obok włoskiej i rosyjskiej, jednej z najlepszych lig świata. Propozycja gry w Polsce bardzo mnie ucieszyła i nie potrzebowałem dużo czasu do namysłu.

W sezonie przygotowawczym rozegraliście mecz przeciwko Jastrzębskiemu Węglowi – zespołowi twojego brata. Jak wspominasz rodzinny pojedynek?
– Był świetny i bardzo wyjątkowy dla naszej dwójki. Bardzo się cieszymy z tego, że możemy się ze sobą zmierzyć… Chociaż gdy przegraliśmy pierwszego seta, Rodrigo podszedł do siatki i trochę się ze mnie śmiał (śmiech). Oczywiście nie było to bardzo złośliwe i naprawdę nie mogę się doczekać naszego kolejnego pojedynku.

Muszę zadać ci to pytanie: Jak wytrzymujesz z polską pogodą? Jakieś złote rady? (śmiech)
– Ostatni tydzień nie był taki zły! Trochę ponarzekałem na tę deszczową pogodę i słońce mnie chyba posłuchało, bo postanowiło na parę dni wyjść zza chmur. Odkąd jestem w Polsce, wypatruję tych promieni słonecznych, ale tak naprawdę po prostu się cieszę, że tu jestem.

Skoro cieszy cię pobyt w naszym kraju, chciałbyś się nauczyć polskiego? Może już znasz jakieś pojedyncze słowa?
– Polski jest niezwykle trudny do nauczenia. Z obcych języków znam angielski i włoski – obydwa mają ze sobą coś wspólnego, chociażby podobną budowę. Kiedy jednak słyszę, jak ktoś mówi po polsku, nie mam pojęcia, co mogłoby to znaczyć (śmiech). Większości wyrażeń nigdy wcześniej nie słyszałem, więc trudno mi się w tym połapać. Uczę się w zasadzie tylko paru słów, które powtarzam cały czas… Ale nie mogę tego teraz zrobić, bo to niegrzeczne (śmiech).

Możesz powiedzieć, jakie są twoje cele indywidualne oraz wasze cele drużynowe?
– Parę razy wcześniej słyszałem to pytanie, w zasadzie sam się nad tym zastanawiam, ale tak naprawdę nie wiem. Nie mogę być pewny, na którym miejscu skończymy rozgrywki i żadnego wyniku nie mogę zadeklarować. Wydaje mi się, że mamy duże szanse również w meczach z zespołami, które teoretycznie są poza naszym zasięgiem. Możemy wygrać z każdym w tej lidze, ale musimy skupiać się na kolejnych meczach, każdym z osobna, i własnej grze. Bardziej przyszłościowe cele nie powinny być dla nas ważne.

Rozmawiała Magdalena Kwaśniok
Fot.: siatkowka.gkskatowice.eu

(Nie ma ocen)
Loading...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *