Jakub Kochanowski dla M-volley: Mecz z GKS-em będzie dla nas cenną lekcją

Choć do końca sezonu zasadniczego pozostała już tylko jedna seria spotkań, kwestia awansu do fazy play-off wciąż nie została rozstrzygnięta. Porażka jastrzębian w Szczecinie nieco ułatwiła walkę o pierwszą szóstkę siatkarzom z Rzeszowa i Olsztyna, jednak ci drudzy stracili cenny punkt w Katowicach. Po pięciosetowym starciu podopiecznych Piotra Gruszki z Indykpolem AZS-em Olsztyn, porozmawialiśmy z środkowym przyjezdnych, Jakubem Kochanowskim, który skomentował dla naszego portalu przebieg meczu.

 

Magdalena Kwaśniok, M-volley.pl: Co prawda zwyciężyliście w spotkaniu z GKS-em Katowice, jednak dwie pierwsze partie nie wyglądały najlepiej w waszym wykonaniu. Czym to było spowodowane?
Jakub Kochanowski, Indykpol AZS Olsztyn: Trudno powiedzieć, co było powodem tak słabej dyspozycji z naszej strony. Dla nas najważniejsze jest to, że po dwóch  setach, w których nic nam nie wychodziło, zdołaliśmy się odbudować na tyle, by w kolejnych trzech sięgnąć po zwycięstwo. Na pewno będzie to dla nas bardzo cenna lekcja – nie możemy tak ospale wchodzić w mecze, bo może się to skończyć katastrofą.


Tak jak powiedziałeś, po dziesięciominutowej przerwie poprawiliście swoją grę, jednak na Śląsku straciliście bardzo ważny punkt. Po dwóch przegranych setach nie pojawił się jakiś moment załamania?
-Z pewnością nie wyglądaliśmy dobrze psychicznie, co jak myślę, było widać również z boku. Przy tej okazji należy pochwalić MVP tego meczu, Michała Żurka. Chwała mu za to, że wytrzymał te nasze problemy i swoim zachowaniem pomógł je częściowo zażegnać. Napędzał nas do walki, pociągnął naszą grę pod względem mentalnym i myślę, że było to kluczowym czynnikiem, który pozwolił nam dzisiaj odwrócić losy spotkania. Musimy nad tym popracować, bo jest to naszą bolączką – niestety mamy w zwyczaju, mówiąc kolokwialnie, przesypianie samego początku spotkania, co potem trudno jest nadrobić. Tak więc poprawa w tym elemencie, będzie naszym celem na następny mecz.


Z boku, poza problemami mentalnymi, było widać również te w ataku. To kwestia zmęczenia i słabszej formy fizycznej czy zwyczajnie dyspozycji dnia?
-Wydaje mi się, że bardziej to drugie. Z tego, co słyszałem w szatni, mogę powiedzieć, że Janek Hadrava ma drobne problemy z plecami – w kręgosłupie ma małą blokadę, która nie pozwala mu skakać i atakować tak, jakby tego chciał. Właściwie, można powiedzieć kolokwialnie, że trochę żebrał o wszystkie punkty, które udało mu się zdobyć atakiem w tym spotkaniu. Poza nim wszyscy byli zdrowi, z czego wynika, że to po prostu nie był nasz dzień.


Najlepsze ligi świata grają już w fazie play-off, natomiast plusligowy sezon zasadniczy dopiero się kończy. Czy taka długość rozgrywek miała wpływ na dzisiejszą jakość waszej gry?
-Na pewno. Wszyscy są już zmęczeni i każdy z zespołów robi, co może, żeby dać odpocząć kluczowym zawodnikom. Czujemy w kościach ten sezon – nasza liga słynie z tego, jak bardzo jest rozbudowana. Chyba jednak zauważono ten problem, bo wszczęto procedury, by ją zmniejszyć, co mnie osobiście bardzo cieszy. Natomiast trzeba przyznać, że spotkania pod koniec rundy zasadniczej nigdy nie stoją na wysokim poziomie czysto siatkarskim, choć oczywiście na emocje nie można narzekać. No cóż, trzeba się szykować do gry w play-offach, w których w zasadzie bardziej walczy się serduchem niż samymi umiejętnościami.


Wspomniałeś o nowym systemie rozgrywek, który z pewnością może się podobać kibicom, ale z waszej perspektywy nie wygląda to wszystko zbyt ciekawie…
-Nie do końca. Tak naprawdę w miejscu, w którym jesteśmy, znaleźliśmy się na własne życzenie i nie ma co zwalać na to, w jakiej formule gramy. Uważam, że na pewno ten system jest bardziej sprawiedliwy niż zeszłoroczny, w którym o medale walczyły tylko cztery pierwsze drużyny. Z perspektywy tego, który w poprzednim sezonie bił się o piąte miejsce, mogę powiedzieć, że faktycznie, tamta formuła rozgrywek trochę mnie zabolała. (śmiech) Co prawda, w tym roku liga jest trochę dłuższa, ale na sam koniec zdecydowanie bardziej emocjonująca – myślę, że dla czegoś takiego i dla naszych kibiców warto było przez cały sezon o tę szóstkę walczyć.


Jak sam zauważyłeś w paru wywiadach, miałeś mały kryzys dyspozycji fizycznej. Zażegnałeś te problemy czy dzisiejszy mecz był ich skutkiem?
-Zdecydowanie udało mi się już poradzić sobie ze wspomnianym kryzysem. Mój słabszy występ w meczu z GKS-em, jak w przypadku całej drużyny, był podyktowany stroną mentalną. Muszę się zastanowić nad tym, co zrobić, by uniknąć takich sytuacji w przyszłości.


W naszej rozmowie wciąż przewijają się problemy z psychiką. To kwestia spoczywającej na was presji?
-Uważam, że nie. W pierwszych dwóch setach gospodarze zagrali bardzo dobrze; wyłapywali nasze ataki w obronie, stawiali szczelny blok, co bardzo utrudniało naszą grę. Każdy, kto miał okazję występować w tej lidze wie, jak trudno jest po dwóch gładko przegranych partiach w trzeciej wyjść na boisko z pozytywnym nastawieniem. Oczywiście, wszystkim, którzy prowadzą po dwóch setach, dziesięciominutowa przerwa bardzo przeszkadza, ale w sytuacji odwrotnej; gdy początek spotkania kompletnie nie wyjdzie twojej drużynie, wspomniana przerwa może pomóc. Prawda jest taka, że nikt nie jest szczęśliwy, kiedy przegrywa zero do dwóch, ale każdy się cieszy, gdy ten wynik odwróci i na szczęście nam się to dzisiaj udało.

 

Rozmawiała Magdalena Kwaśniok
Fot.: M-volley.pl

(Nie ma ocen)
Loading...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *