Jakub Popiwczak dla M-volley: Najważniejsza jest drużyna

Jakub Popiwczak, dwudziestoletni libero Jastrzębskiego Węgla, po piątkowej wygranej z MKS-em Będzin w wywiadzie dla M-volley opowiedział o swojej karierze w roli rozgrywającego, debiucie na plusligowych parkietach, popularności i o tym, co dla libero najważniejsze.

Magdalena Kwaśniok, M-volley: Wywozicie z Sosnowca ważne trzy punkty. Możecie więc uznać rewanż za udany. Mecz z MKS-em Będzin jednak nie był dla was łatwy.
Jakub Popiwczak, Jastrzębski Węgiel: Często mówi się, że mocne zespoły można poznać po ich wynikach w spotkaniach, w których nie wszystko układa się tak, jak można by było sobie tego życzyć. Mimo słabszej dyspozycji, wielu nerwowych sytuacji i presji, którą można było odczuć na boisku, wygraliśmy za trzy punkty. Zwycięstwo jest najważniejsze, a jakość naszej gry z pewnością będziemy chcieli zostawić za sobą.

Widać, że jesteście naprawdę zgraną drużyną. Czy właśnie to pozwala wam nawiązywać walkę z najlepszymi?
Na pewno świetna atmosfera w drużynie wpływa na naszą dobrą grę, ale kluczowe są czysto siatkarskie umiejętności. Mamy w zespole kilka ligowych gwiazd. Zawodników, którzy potrafią pociągnąć drużynę indywidualnymi zagraniami, kiedy gra się nie układa. Dzisiaj taką osobą był Salvador (Hidalgo Oliva – przyp. red.), który w ciężkim dla nas momencie poszedł na zagrywkę i posłał dwa asy. Myślę, że to również ma duże znaczenie w osiąganiu dobrych wyników.

Rozgrywasz drugi sezon w roli pierwszego libero. Wiesz już, jak sobie radzić z tak dużą odpowiedzialnością?
Na pewno zawsze będę czuł swego rodzaju presję. Przy niektórych meczach jest ona większa ze względu na ilość kibiców, telewizję i rangę spotkania. Wtedy odczuwa się to inaczej niż w mniej zapełnionej hali, gdzie sam muszę się zmotywować i zmusić do większego skupienia. Z każdego meczu wynoszę coś nowego i mogę powiedzieć, że w pewien sposób nauczyłem się już brać odpowiedzialność za zespół. Dalej mam jednak tylko dwadzieścia lat i nadzieję, że wszystko jeszcze przede mną.

Oglądając transmisje z waszych spotkań, nie da się zignorować dużej ilości komplementów na temat twojej gry. Docierają do ciebie tego typu informacje?
Swoich meczów w telewizji nie oglądam, bo niestety zazwyczaj w tym czasie znajduję się na boisku (śmiech), jednak oczywiście, docierają do mnie pozytywne uwagi. Staram się na nich nie skupiać, bo wiem, że łatwo można popaść w samozachwyt, a tak naprawdę najważniejsza jest drużyna. Cieszy mnie moja dobra gra, jednak zawsze na pierwszym miejscu będę stawiał dobro zespołu.

Po paru akcjach w meczu z BBTS-em Bielsko-Białą komentatorzy zastanawiali się nawet, czy miałeś jakiś epizod na rozegraniu.
Rzeczywiście przez chwilę grałem na tej pozycji, to na pewno stąd się biorą takie akcje (śmiech). Tak naprawdę chodzi o to, że Salvador jest jednym z tych zawodników, dla których jakość wystawionej piłki nie jest tak ważna jak szybkość. Obydwoje lubimy tego typu siatkówkę, dlatego możemy uatrakcyjniać naszą grę.

Mimo młodego wieku, rozegrałeś już wiele spotkań. Czy pamiętasz jeszcze swój debiut w seniorskiej drużynie Jastrzębskiego Węgla?
Ogólnie mam bardzo dobrą pamięć i zapamiętuję wiele niepotrzebnych rzeczy. Nie mógłbym więc zapomnieć swojego debiutu, zwłaszcza patrząc na okoliczności tego meczu. Spotkanie z ówczesnym Mistrzem Polski, Asseco Resovią Rzeszów na Podpromiu zrobiło na mnie duże wrażenie. Takich chwil się nie zapomina.

Dobra gra wiąże się z większym zainteresowaniem kibiców i mediów. W jakim stopniu to odczuwasz?
Na początku tegorocznych rozgrywek śmiałem się z trenerem, że tak naprawdę kiedy miałem szesnaście lat i zaczynałem grać w PlusLidze, byłem większą gwiazdą niż obecnie. Teraz jednak również nie narzekam. Cieszy mnie to, że kibice mnie rozpoznają, chcą zrobić sobie ze mną zdjęcie czy poprosić o autograf. Jeżeli dziennikarze wykazują zainteresowanie moją osobą, również jest to powód do radości, bo to znaczy, że mają o czym ze mną rozmawiać, a moja gra nie wygląda tak źle.

Ostatnio do waszej drużyny dołączył kolejny wychowanek jastrzębskiej Akademii Talentów, Jakub Turski. Czy można powiedzieć, że Jastrzębski Węgiel dba o siatkarską młodzież?
Wystarczyło dzisiaj spojrzeć na nasz kwadrat dla rezerwowych. Radek Gil, Kuba Turski, Marcin Ernastowicz…

…średnia wieku 20 lat.
Chyba nawet nie (śmiech). Wszyscy są z Akademii Talentów. Na pewno włączanie młodych zawodników do pierwszego zespołu jest jednym z celów naszego klubu. Każdy z nich musi teraz czekać na szansę, by pokazać na boisku swoje umiejętności, bo stanie w kwadracie z pewnością nie jest spełnieniem ich marzeń.

Myślisz już o tym, że po niezłym sezonie dostaniesz powołanie do kadry do lat 23?
Drużyna narodowa na pewno jest celem każdego sportowca, nieważne, czy chodzi o reprezentację seniorską, czy o zespoły młodzieżowe. Każdy chciałby reprezentować swój kraj, jest to również moim marzeniem. W tym roku rozegrane zostaną Mistrzostwa Świata do lat 23, na które bardzo chciałbym pojechać. Nie będzie to jednak łatwe, gdyż konkurencja na mojej pozycji jest ogromna.

Jesteś osobą, która swoim zachowaniem nakręca grę zespołu. Jest to coś, co podpatrzyłeś u Damiana Wojtaszka czy z takim charakterem trzeba się urodzić?
Wydaje mi się, że jest to cecha bardzo potrzebna libero. Czasem zdarza się, że zawodnik na tej pozycji może nie dotknąć piłki przez całego seta i nie jest w stanie wpływać na grę zespołu tak jak przyjmujący czy rozgrywający. Stąd też, jeżeli mogę pomóc drużynie chociażby poprzez przekazanie swojej energii kolegom na boisku, robię to. Trzy lata w jednym zespole z Damianem Wojtaszkiem na pewno bardzo dużo mi dały i wiele rzeczy, które u niego podpatrzyłem, przekładam teraz na swoją grę.

Rozmawiała Magdalena Kwaśniok
Fot.: M-volley

(Nie ma ocen)
Loading...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *