Jakub Wachnik dla M-volley: Nieważne jak, ważne, że się wygrywa

Jakub Wachnik, dwudziestotrzyletni przyjmujący Effectora Kielce, w wywiadzie dla M-volley opowiada o meczu z Łuczniczką Bydgoszcz, charakteryzuje swoją drużynę i mówi o tym, jak znalazł się w Kielcach oraz za co lubi to miasto.

Małgorzata Kilijanek, M-volley: Zakończyliście zwycięsko spotkanie z Łuczniczką Bydgoszcz. Był to wasz drugi mecz w Hali Legionów w tym sezonie, a także drugi tie-break, na szczęście z innym zakończeniem niż poprzedni. Jak gra się w tej hali? Chyba troszkę nerwowo? Tak to z boku może wyglądać.
Jakub Wachnik, Effector Kielce: Na pewno. Przed własną publicznością jest trochę nerwów, ale stanowi to też dodatkową motywację, bo chcemy się pokazać z jak najlepszej strony przed naszymi kibicami. Dzisiaj cieszymy się, że z ciężkiej sytuacji wyszliśmy zwycięsko, po bardzo trudnym meczu. Zaczęliśmy źle pierwszego seta, przegraliśmy dosyć wysoko (15:25 – przyp. red.). Potem musieliśmy gonić wynik i graliśmy z małą presją, że ten wynik nam ucieka, ale udało się odrobić straty, doprowadzić do tie-break’u, 2:2, a w nim zagraliśmy już bardzo fajnie.

 

Była to świetna końcówka. Powiedz, co uważasz za silną stronę swojego zespołu? Ostatnio mówiłeś o tym, że macie na boisku bardzo dobre momenty, a czasami przestoje, które są faktycznie widoczne.
– Są widoczne. Jesteśmy nowym, młodym zespołem, zdarzają nam się błędy, zdarzają nam się przestoje i musimy się z tym liczyć. Dlatego będziemy nad tym cały czas pracować, żeby było takich gorszych momentów jak najmniej. Liga jest bardzo długa, mecze gramy teraz praktycznie co trzy dni, także musimy też przygotować się dobrze fizycznie, a to jest również wyzwanie dla naszych fizjoterapeutów i trenerów, żebyśmy w odpowiedni sposób trenowali w dniach między meczami. Każdy element ma wpływ na naszą grę i cieszymy się z tych dwóch punktów. Cieszymy się ze zwycięstwa. Nieważne jak, ważne, że się wygrywa. W tym miejscu brawa dla całego zespołu, brawa za walkę, za to, że się nie poddaliśmy i walczyliśmy o każdą piłkę, do końca.

 

Sam wspomniałeś o tym, że zespół jest młody, nowy. Tak naprawdę poprzedni skład Effectora został wymieniony prawie w całości. Czy ciężko jest dołączyć do zespołu, w którym wszyscy są nowi? Do drużyny, w której musicie się wszyscy zgrać ze sobą?
– Myślę, że jest pewne ryzyko, gdy zmienia się cały zespół i tak naprawdę jest to jedna wielka niewiadoma. Nie ma gwarancji, czy ten zespół wypali, czy dobierzemy się charakterami. Dbamy o atmosferę, bo najważniejsze jest, żeby cieszyć się siatkówką, aby gra sprawiała nam przyjemność. Kiedy idziemy na trening, to idziemy z przyjemnością. Nikt nikogo do tego nie zmusza, każdy chce grać siatkówkę, każdy chce dawać z siebie w tym zespole jak najwięcej. Nieważne, czy któryś z nas gra czy nie, to nawzajem siebie wspieramy i podnosimy na duchu. Jak jednemu nie idzie, wchodzi drugi i też daje z siebie wszystko. To jest w tym wszystkim najpiękniejsze.

 

Czy atmosfera w waszej drużynie też jest taka? Czy spotykacie się też poza boiskiem, w celu zacieśniania znajomości?
– Oczywiście. Praktycznie spędzamy ze sobą cały czas, bo mamy dwa razy dziennie treningi, ale też spotykamy się na przykład na pizzy, wspólnie z dziewczynami, żeby posiedzieć i trochę odsapnąć od siatkówki, od tego wszystkiego.

 

A nie jest ciężko odsapnąć od siatkówki w tym samym gronie, w którym siatkówkę się trenuje?
– Nie, właśnie wtedy mamy możliwość porozmawiania o innych rzeczach niż o siatkówce. Jeśli chodzi o trening, na treningu rozmawia się o siatkówce cały czas, trener także porusza tylko ten temat, a gdy spotykamy się poza treningami to rozmawiamy też o innych sprawach, które są dla nas też ważne i to jest fajne.

 

Co zadecydowało o tym, że dołączyłeś do kieleckiego zespołu? Poprzedni sezon spędziłeś w belgijskiej lidze, w klubie z Antwerpii.
– Tak, ostatni sezon spędziłem w Belgii i dostałem ofertę z Kielc. Długo się nie zastanawiałem, prezes przedstawił mi wizję, poinformował, że jest budowany taki i taki zespół, zapytał czy chcę być tego częścią. Zgodziłem się i jestem. Chce dawać z siebie wszystko, pomagać drużynie jak tylko będę mógł.

 

Doświadczenie nabyte w Belgii pewnie przydatne jest też w plusligowych rozgrywkach.
– Na pewno bagaż doświadczeń, który tam zdobyłem, pomaga mi czuć się pewniej na boisku, jeśli chodzi o przyjęcie i inne elementy. Jestem też zadowolony, że tutaj mogę kontynuować moją przygodę z siatkówką.

 

Jak w takim razie podoba ci się miasto? Przed wyjazdem do Belgii, grałeś kilka lat w Radomiu. Jak się czujesz w Kielcach? Czy zdążyłeś już odkryć jego zalety lub wady?
– Czuję się super. Bardzo podoba mi się miasto, przyjechałem trzy tygodnie przed rozpoczęciem sezonu, żeby trochę pozwiedzać, pojeździć rowerem po okolicy. Macie bardzo dużo ścieżek rowerowych, czym jestem mile zaskoczony, i te widoki…

 

Góry Świętokrzyskie…
– Właśnie, Góry Świętokrzyskie. Miałem okazję troszkę pochodzić po górach, zrelaksować się przed sezonem, także bardzo mi się to podobało. Jest to taka odskocznia. Praktycznie połowę życia spędziłem w Radomiu, więc znam to miasto od podszewki, więc Kielce to takie nowe otoczenie, jest okazja, żeby pozwiedzać. A pięknych miejsc nie brakuje, jest na przykład Kadzielnia i bardzo mi się podoba. Mieszkam blisko, więc jeśli mam czas, ochotę i siły, to zawsze się tam wybieram, ponieważ jest tam cudowny widok na panoramę miasta.

 

Miasto w takim razie spełnia twoje oczekiwania. Wracając jeszcze do spraw boiskowych: macie jakiś cel na ten sezon jako drużyna? Jeśli tak, może jest to dostanie się do kolejnego etapu rozgrywek, albo po prostu granie coraz lepiej kolejnych spotkań?
– Nie, nie mamy celów, jeśli chodzi o wynik. Tak jak powiedziałem wcześniej, chcemy w każdym meczu dawać z siebie wszystko. Czy idzie, czy nie idzie, chcemy po prostu walczyć do końca. Nawet jeśli będziemy przegrywać mecz, ale w szatni powiemy sobie: okej, chłopaki, daliśmy z siebie wszystko, to będziemy zadowoleni. Wtedy powiemy sobie: cel został zrealizowany.

 

W hurraoptymizm także nie popadacie. Po ostatnim meczu z GKSem Katowice, zdobyciu katowickiego Spodka w trzech setach, sam powiedziałeś, że nie uderzy wam po nim sodówka do głowy, a do kolejnego meczu podchodzicie jakbyście wychodzili na zero.
– Dokładnie tak, to jest początek sezonu i musimy podchodzić do wszystkich meczów z dużą pokorą i tak jak mówię, każdy mecz możemy wygrać. Nie musimy wygrywać, tylko możemy i chcemy. A to jest duża różnica.

 

Takie podejście jest chyba najlepsze.
– Tak, takie podejście jest najlepsze. Dziennikarze, całe otoczenie, może robić z nas teraz faworytów meczów, ale my się tak czuć nie będziemy. Effector zajął trzynaste miejsce w lidze w zeszłym sezonie, więc jak możemy być brani za faworytów w nadchodzących spotkaniach? Zespół jest nowy, ale tak naprawdę jeszcze cały sezon przed nami i wiele okazji do tego, żeby pokazać się z jak najlepszej strony.

 

Rozmawiała Małgorzata Kilijanek
Fot. Małgorzata Kilijanek

(Nie ma ocen)
Loading...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *