Jochen Schöps dla M-volley: W ubiegłych sezonach przyzwyczailiśmy wszystkich do zdobywania medali, ale nie zawsze można być najlepszym

Porażka rzeszowian z drużyną Dafi Społem Kielce kosztowała Asseco Resovię spadek o jedno miejsce w tabeli. Kapitan biało-czerwonych opowiedział nam o meczu, skomentował zmianę trenera i sytuację swojego zespołu oraz rozgrywki, w których rzeszowianie biorą udział.

 

Katarzyna Mac, M-volley.pl: Patrząc na wynik spotkania, można zapytać: co się tutaj wydarzyło? Jak to starcie wyglądało z Twojej perspektywy?

Jochen Schöps: To był dziwny mecz. Nie przygotowaliśmy się na to, że drużyna z Kielc zagra tak dobrze w defensywie, szczególnie w bloku. Nawet bez zaglądania w statystyki zdecydowanie wskazuję to jako ich mocny punkt. Mieliśmy kłopoty od samego początku, a później straciliśmy cierpliwość – próbowaliśmy bardziej ryzykować w polu serwisowym czy atakować coraz mocniej. Niestety to ryzyko nam się nie opłaciło, ponieważ piłki nie wpadały w boisko przeciwnika. Popełniliśmy sporo błędów, co jest niedopuszczalne. Wydaje mi się, że nasi rywale już na początku zabrali nam trochę pewności siebie, a później było nam trudno wrócić do swojej gry. Kielczanie zagrali dobrze w kontrataku, ponieważ my nie mogliśmy skończyć naszych pierwszych akcji. Tomislav Dokić zagrał bardzo dobry mecz, był chyba najskuteczniejszym zawodnikiem po stronie rywali, a my nie mogliśmy go zatrzymać. Wydaje mi się, że po naszej stronie zawiodło też przyjęcie i obrona, a bez tego ciężko cokolwiek ugrać.

Twoja drużyna znajduje się obecnie na 6. miejscu w tabeli. Kibice raczej nie są usatysfakcjonowani taką lokatą… sądzisz, że Asseco Resovię stać na więcej w tym sezonie?

Na chwilę obecną wystarczy mi to, że znajdujemy się w szóstce najlepszych drużyn w połowie fazy zasadniczej. Oczywiście nie jest to szczyt naszych ambicji, ale to jeszcze nie koniec walki. Ten sezon PlusLigi jest mało przewidywalny – mamy sporo niespodzianek. Chyba tylko ZAKSA ma najbardziej stabilną formę od początku do tej pory, reszta drużyn przeplata mecze lepsze gorszymi i na odwrót. Myślę, że na ten moment nasze miejsce w tabeli odzwierciedla to, gdzie się znajdujemy i na jakim etapie jesteśmy, ale na koniec sezonu taka lokata na pewno by mnie nie zadowoliła. Musimy popracować nad przekładaniem naszych założeń taktycznych i gry z treningów na rozgrywane mecze, bo trochę mamy z tym problem. Gdy przegrywamy mecz, trudno jest analizować go na zasadzie „co by było, gdyby…” – na przykład gdybym podbił tę piłkę, gdybyśmy zagrali lepiej w tym elemencie, gdybyśmy dali z siebie wszystko, czy udałoby nam się wygrać? Nigdy się nie dowiemy. Jeśli grasz swoją najlepszą siatkówkę, a mimo tego przegrywasz – no trudno, zdarza się, przeciwnicy byli lepsi. Ale jeżeli masz świadomość tego, że nie dałeś z siebie wszystkiego, można mieć uzasadnione pretensje.

Kilka tygodni temu na stanowisko trenera wrócił Andrzej Kowal. Sądzisz, że to dobry pomysł, żeby dokonywać takiej zmiany w trakcie sezonu?

Odpowiednie osoby w klubie na pewno wnikliwie przeanalizowały całą sytuację w wyczerpujących dyskusjach. Z pewnością rozważanych było kilka opcji, ostatecznie podjęta była ogłoszona decyzja. Dla większości zawodników nie jest to drastyczna zmiana, ponieważ z obecnym trenerem pracowaliśmy dłużej już wcześniej. Nawet najlepszy trener na świecie nie pomoże, jeśli drużyna nie będzie realizować założeń z treningów podczas meczów. To jest najważniejsza kwestia sprawdzenia tego, czy te założenia są poprawne. Po powrocie Andrzeja Kowala na stanowisko trenera rozpoczęliśmy serią zwycięstw, aż do dzisiaj. Czas pokaże, czy to była dobra decyzja, bo na taką ocenę powinniśmy poczekać do końca sezonu.

Obecnie Asseco Resovia obok rozgrywek PlusLigi rywalizuje również w Pucharze CEV, a teraz także rozpoczynacie walkę o Puchar Polski. Traktujecie wszystkie te rozgrywki jako ten sam priorytet czy może macie wyróżnione, na których należy skupić się najbardziej?

Przede wszystkim gramy z meczu na mecz i nie mamy czasu na myślenie i rozróżnianie, które są ważniejsze, a które mniej ważne. Jest naprawdę dużo tych wszystkich spotkań, teraz dojdzie jeszcze Puchar Polski. Meczów o to trofeum nie będzie tak dużo, ale będzie to intensywny czas, ponieważ w ciągu trzech tygodni trzeba wyłonić zwycięzcę. Oficjalnie nie możemy dzielić na kategorie i wybierać sobie ważniejszych meczów. Każde spotkanie należy traktować indywidualnie i podchodzić z takim samym zaangażowaniem. Jeśli już koniecznie musiałbym wskazać, na których rozgrywkach chciałbym skupić się najbardziej, to na ten moment myślę, że PlusLiga stanowiłaby priorytet. Aczkolwiek, z całym szacunkiem dla naszych poprzednich rywali w europejskich pucharach, poważne granie w Pucharze CEV dopiero się zacznie.

Następny mecz zagracie z PGE Skrą Bełchatów w ramach rozgrywek o Puchar Polski. Czego możemy się spodziewać po tym spotkaniu?

Mam nadzieję, że będzie to ciekawy mecz stojący na wysokim poziomie. Z naszej strony musimy skupić się na zagraniu najlepiej, jak umiemy i nie straceniu pewności siebie. Myślę, że jak najbardziej jesteśmy w stanie pokonać Skrę, ale musimy być bardzo ostrożni, ponieważ w momencie, gdy stracimy kontrolę i nie zagramy na sto procent, oni to wykorzystają i mogą równie dobrze wgnieść nas w parkiet w trzech szybkich setach. Na pewno mamy szansę na zwycięstwo i zrobimy wszystko, aby awansować dalej.

Porównując oczekiwania kibiców Asseco Resovii w ubiegłych latach i w obecnym sezonie chyba można zauważyć niewielkie zmniejszenie entuzjazmu… Jeszcze kilka lat temu większość fanów już na początku sezonu przypuszczała, że rzeszowska ekipa będzie walczyć o medale. W związku z tym presja była większa i towarzyszyła Wam przez te kilka miesięcy. Która sytuacja jest lepsza? Czy duże oczekiwania i presja pomagają czy przeszkadzają w osiągnięciu celu?

Obie sytuacje mają swoje dobre i złe strony. Każdy zawodnik musi sam znaleźć najlepsze dla siebie rozwiązanie, jak radzić sobie ze sprostaniem oczekiwaniom. Nieważne, czy presja pochodzi ze strony drużyny, trenera czy kibiców. Trzeba znaleźć indywidualny sposób, jak sobie z tym radzić, jak zmotywować siebie do przekształcenia tej presji na lepszą grę. Każdy z nas powinien nad tym popracować. Zdaję sobie sprawę, że oczekiwania wobec Resovii w tym sezonie nie są zbyt wielkie. Może przez to, że przyzwyczailiśmy wszystkich do walki o najwyższe cele w ubiegłych sezonach i teraz, gdy gramy trochę gorzej, od razu słychać komentarze, że sobie nie radzimy, ponieważ od nas oczekuje się więcej. Kilka lat z rzędu graliśmy w finałach ligi, zdobywaliśmy medale. Kibice są zaniepokojeni, bo teraz nie mamy tego komfortu, że praktycznie możemy zagwarantować walkę o najwyższe cele. Oczywiście zrobimy wszystko, aby tego dokonać, ale nie zawsze można być najlepszym i trzeba się z tym pogodzić. Poprzedni i obecny sezon nie są takie same jak kilka lat temu, więc kibice też muszą się trochę zaadaptować do tej sytuacji.

Czy uważasz, że poziom PlusLigi spadł w porównaniu z ubiegłymi latami?

Zawsze trudno jest ocenić rozgrywki, w których samemu bierze się udział. Inaczej patrzą na to kibice, inaczej zawodnicy. Nie zawsze podział na lepszą i gorszą ligę jest wyraźny. Kilka lat temu Superliga czy Serie A też zmagały się z takimi komentarzami. Trzy lata temu w Final Four Ligi Mistrzów były dwie polskie drużyny (Asseco Resovia i PGE Skra Bełchatów – przyp. red.) – wtedy wszyscy zachwycali się, jaka ta PlusLiga jest mocna, mając dwóch przedstawicieli w czołówce europejskich drużyn. Obecnie ta granica trochę się zatarła, ale myślę, że na świecie polska liga nadal jest uważana za jedną z lepszych. Najlepsza polska drużyna – ZAKSA potrafi walczyć z najlepszymi drużynami świata. Czasami brakuje trochę szczęścia, ale myślę, że nie można jednoznacznie określić, że drużyny w PlusLidze bardzo odstają poziomem od reszty. Zespoły z dołu tabeli we Włoszech czy Rosji też nie prezentują kosmicznego poziomu i uważam, że większość polskich drużyn byłaby w stanie walczyć z nimi na równym poziomie, zaskakując niejednego kibica, który twierdzi, że PlusLiga jest o wiele niżej notowana niż dwie wyżej wymienione ligi. Patrząc na najlepsze włoskie i rosyjskie drużyny, można mieć ku temu wątpliwości, ale nie możemy porównywać tylko tych, którzy walczą o najwyższe trofea. Aby porównanie było miarodajne, należy spojrzeć na wszystkie ligi jako całokształt – zarówno na lepsze, jak i teoretycznie słabsze drużyny. W PlusLidze mamy w tym sezonie wyrównany poziom. Kluby, które nie dysponują tak dużym budżetem jak ekipy z czołówki pokazują, że potrafią ich pokonać, a więc nie wszystko zależy od wielkich nazwisk i wartości składu drużyny „na papierze”. Siła ligi nie tkwi w supergwiazdach występujących w najlepszych drużynach, podczas gdy w ekipach z dołu tabeli nie ma znanych na całym świecie zawodników. W Polsce jest to obecnie wypośrodkowane – w każdym zespole możemy znaleźć solidnych graczy, którzy potrafią stworzyć kolektyw i wygrać mecz na przykład z wicemistrzem czy dużo wyżej notowanym rywalem. Wiadomo, że atrakcyjne wynagrodzenie przyciąga najlepszych zawodników świata, ale nie jest to gwarancja zdobycia złotego medalu. Kluczem do sukcesu jest umiejętne rozłożenie gry, aby każdy dokładał coś do zwycięstwa. W tym powinna tkwić siła i wartość ligi.

 

Rozmawiała Katarzyna Mac
Fot. M-volley.pl

(4 ocen, ogólnie: 4,75 z 5)
Loading...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *