Karol Butryn dla M-volley: Kibice poderwali nas do walki

Karol Butryn, dwudziestoczteroletni atakujący GKS-u Katowice, w wywiadzie dla M-volley opowiedział o meczu z Jastrzębskim Węglem, zainteresowaniu kibiców, największych zaletach katowickiego zespołu i zdradził nam, dlaczego zdecydował się przedłużyć kontrakt.

Magdalena Kwaśniok, M-volley: Po słabym pierwszym secie w waszym wykonaniu, poprawiliście swoją grę. Można powiedzieć, że na początku spotkania złapała was lekka trema?
Karol Butryn, GKS Katowice: Może tak było, chociaż ja po sobie tego nie odczułem. Naszym głównym problemem w pierwszych dwóch partiach było to, że nie potrafiliśmy zatrzymać blokiem siatkarzy z Jastrzębia. Udało nam się to w kolejnych setach i myślę, że słabsza skuteczność naszych przeciwników przełożyła się na wynik. Szkoda tylko tego tie-breaka, bo już kolejny raz przegrywamy w piątym secie po tak wyrównanym spotkaniu.

Z pierwszej ligi trafiliście do hali wypełnionej pięcioma tysiącami kibiców. Liczyliście przed sezonem na takie zainteresowanie?
-Przed startem rozgrywek nie byliśmy pewni, czy zagramy któryś z meczów ligowych w Spodku, nie wiedzieliśmy, jak będzie wyglądała nasza gra. Wszystko rozwinęło się już w trakcie sezonu. Bardzo nas jednak cieszy tak duże zainteresowanie i mamy nadzieję, że rozegramy więcej spotkań w podobnej atmosferze. Liczymy na to, że w następnych latach będzie więcej tego typu meczów z lepszymi drużynami i o większe cele.

Tak głośny doping jak dzisiejszy raczej paraliżuje czy motywuje?
-Oczywiście, że motywuje i myślę, że pokazaliśmy to po pierwszych dwóch przegranych setach. Kibice poderwali nas do walki. W głównej mierze dla nich chcieliśmy poprawić wynik i po części nam się to udało.

Przed sezonem spodziewaliście się, że do samego końca będziecie walczyli o pierwszą ósemkę? Taki był wasz cel?
-Chcieliśmy grać jak najlepiej, ale ciężko nam było jednoznacznie ustalić, w które miejsce w tabeli celujemy. Wiadomo, że w naszym zespole nie ma gwiazd PlusLigi, ciężko więc było przewidzieć, jak zagramy w pierwszym sezonie w ekstraklasie. Tak naprawdę nie wiedzieliśmy, w jaki sposób uda się poskładać drużynę.

W tym sezonie pokazujecie się z dobrej strony w meczach z faworytami, ale straciliście punkty z potencjalnie słabszymi zespołami. To kwestia nastawienia?
-Myślę, że faktycznie siedzi nam to w głowach. Mamy problemy ze zmotywowaniem się na spotkania ze słabszymi drużynami i to sprawia, że nie jesteśmy w pełni skoncentrowani. Przez to uciekają nam punkty w meczach, które powinniśmy wygrać.

Nie da się ukryć, że w GKS-ie nie ma wielkich nazwisk. To oznacza, że waszą receptą na sukces jest team spirit?

-Kiedy gramy razem, powiemy sobie parę słów w szatni i odpowiednio podejdziemy do meczu, potrafimy podjąć walkę… Co z resztą można było zobaczyć w dzisiejszym spotkaniu.

Waszą dużą zaletą jest właśnie ta waleczność. To zasługa trenera, czy zbieżność charakterów całej drużyny?
-Myślę, że po części to nasze zaangażowanie sprawia, że potrafimy “gryźć parkiet”, ale oczywiście trener również ma duże znaczenie w tej kwestii. Odpowiednie podejście do meczów jest również jego zasługą, a połączenie tych dwóch czynników przekłada się na wyniki spotkań.

W poprzednim wywiadzie dla naszego portalu powiedział pan, że zostanie w GKS-ie Katowice i to się sprawdziło. Co przesądziło o tej decyzji?

-Tak powiedziałem? Jak widać mówiłem prawdę (śmiech). Podjąłem taką decyzję, bo to bardzo dobry klub, który wciąż się rozwija i w którym ja również mam możliwość rozwoju. Dostaję szansę regularnej gry w PlusLidze i to jest dla mnie najważniejsze. Bardzo podoba mi się dobra organizacja klubu i samo miasto. To wszystko spowodowało, że chciałem zostać w Katowicach na kolejne lata i udało się to zrealizować.

Łatwiej się podchodzi do meczów, znając swoją klubową przyszłość?

-Oczywiście. Wiadomo, że jak jest spokój w głowie, łatwiej jest się skoncentrować na pracy i dobrej grze. Cieszę się, że tak szybko udało mi się wszystko załatwić i teraz mam wolną głowę od tego typu zmartwień.

Rozmawiała: Magdalena Kwaśniok
Fot.: M-volley.pl

(Nie ma ocen)
Loading...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *