Karol Kłos dla M-volley: Z zaangażowaniem i pełną koncentracją trzeba wyjść na boisko

Karol Kłos, środkowy PGE Skry Bełchatów, w wywiadzie dla M-volley opowiada o wygranej z kielczanami, atmosferze w swojej drużynie, mediach społecznościowych, świętach i… „Gwiezdnych Wojnach”.

Małgorzata Kilijanek, M-volley: Mecz z Effectorem Kielce był waszym piątym meczem z rzędu, w którym zdobywacie trzy punkty. Czy z perspektywy boiska można było uznać to spotkanie za łatwe? Zwyciężyliście w nim 3:0.
Karol Kłos, PGE Skra Bełchatów: To spotkanie dosyć mocno kontrolowaliśmy, aczkolwiek żaden mecz nie jest łatwy i pokazały to plusligowe boiska. Z każdym przeciwnikiem trzeba powalczyć. Myślę, że w tym spotkaniu po prostu dobrze zagraliśmy i dlatego wygraliśmy 3:0. Zwycięstwo bardzo cieszy, bo kończymy rundę i do tej pory przegraliśmy tak naprawdę dwa spotkania: z Jastrzębskim Węglem po walce i Asseco Resovią. Nie liczę walkowera w Szczecinie, bo jest to trochę inna sytuacja, tamten mecz był przez nas wygrany 3:0.

Czy spotkanie z kielczanami może być potraktowane jako trening przed meczem Ligi Mistrzów z Azimutem Modeną?
– Każdy mecz jest dobrym przetarciem. Na pewno Azimut Modena jest zupełnie innym przeciwnikiem, na innym poziomie i będzie trzeba zagrać bardzo dobrze, żeby ich pokonać. Ze słabą grą nie mamy nawet co liczyć na ugranie jednego seta, więc trzeba się spiąć i wejść na wyżyny swoich możliwości. Tylko wtedy będzie można z zawodnikami Modeny naprawdę powalczyć.

Trener Philippe Blain po wygranym przez was spotkaniu z BBTS-em (3:0), powiedział, że tego typu mecze rozgrywa się w głowach i jeśli wyjdziecie na boisko bez odpowiedniego nastawienia, mogą pojawić się problemy. Czy według ciebie nastawienie przed meczem odgrywa tak ważną rolę?
– Tak, na pewno tak. Kiedy wychodzi się rozluźnionym, a przeciwnik stawia dosyć trudne warunki, to ciężko się do nich dostosować. Z zaangażowaniem i pełną koncentracją trzeba wyjść na boisko, bo później, w czasie gry człowiek się denerwuje i ciężko mu ją zyskać.

 Jak wygląda atmosfera w Skrze w tym sezonie?
– Bardzo dobrze. Widać to na boisku, a poza boiskiem wystarczy tylko spojrzeć na kwadrat rezerwowych, na ławkę. Myślę, że wszyscy dobrze się bawią, jesteśmy naprawdę zgraną ekipą.

 A czy poza meczami i treningami jest tak samo? Spotykacie się wtedy czy znacie się już tyle, że raczej macie dość swojego towarzystwa?
– Nie, spędzamy też taki czas razem. Co prawda, nie mamy go jakoś dużo na świętowanie, chociażby andrzejek, ale zdarzyło nam się spotkać kilka razy, więc sądzę, że tworzymy naprawdę zgraną ekipę. Poza tym młodą i fajną. Skra to mieszanka młodych graczy z tymi trochę bardziej doświadczonymi, a także długa ławka rezerwowych. Jest to długi sezon, składa się z wielu rozgrywek. Mam nadzieję, że spora rezerwa to będzie nasz atut.

Można mieć w takim razie wobec was wysokie oczekiwania, patrząc na ostatnie wyniki i właśnie na skład?
– Myślę, że wobec Skry Bełchatów zawsze ma się wysokie oczekiwania. Od wielu lat bełchatowski zespół prezentuje pewien poziom, poniżej którego nie schodzi. My też od siebie wymagamy bardzo dużo, może czasami zbyt wiele, ale to jest jedyny sposób, żeby zajść jak najdalej i wygrać jak najwięcej trofeów.

Jesteś dość medialnym siatkarzem, jeśli można tak powiedzieć…
– Są bardziej medialni… (śmiech)

Uznajmy jednak, że zaliczasz się do ich grona. Posiadasz oficjalne profile w wielu serwisach społecznościowych, występowałeś w reklamach. W maju tego roku narzekałeś na bycie obdarzanym złośliwymi zwrotami, np. „brawo Ty”. Czy to już się skończyło, czy jeszcze trwa?
– Trwa nadal. Wydaje mi się, że to już się do mnie przykleiło, tak jak na przykład u niektórych aktorów, mających problemy, kiedy ludzie kojarzą ich z jedną rolą. Chociażby Piotr Adamczyk, kojarzony z papieżem. Też zyskałem pewną łatkę, „brawo Ty”, „chuderlaczek” i wszystkie inne określenia użyte w reklamie Plusa.

Z czasem chyba nie jest to już tak irytujące jak na początku?
– Nie, nie jest. Na pewno jest tego mniej i pojawia się rzadziej.

Od połowy listopada poza profilem na Facebooku, Instagramem i Snapchatem, masz konto na Twitterze…
– Ale mój Twitter umiera…

 Dopiero się narodził.
– Dopiero się narodził i chyba muszę być bardziej cierpliwy, bo czasem nie mam o czym pisać, a bez sensu pisać i podawać dalej jakieś pierdoły.

Jednak weryfikowałeś konto na różne sposoby, ale nie podczas wywiadu.
– Właśnie. Tak, to jest moje konto. Bardzo powoli się rozwija, ale mam nadzieję, że nabierze tempa.

 Wszystkie profile prowadzisz samodzielnie, więc jest to też pewna trudność, żeby zająć się każdym z osobna.
– Dokładnie, wszystko prowadzę samodzielnie i też nie chcę być namolny, wrzucając po trzy takie same zdjęcia. Ludzie się tym znudzą. Nie chcę się również zanadto dzielić własną prywatnością i kręcić jakieś vlogi.

Czyli do tematu podchodzisz zdroworozsądkowo.
– Tak, po prostu się tym bawię. Jak mam coś fajnego, śmiesznego, ładnego i tak dalej, można użyć tu różnych epitetów, to wrzucam. Jeśli nic wartego uwagi się nie dzieje, a zazwyczaj tak jest, to nie zasypuję niczym niepotrzebnym moich obserwatorów.

Nadal funkcjonuje sklep, który założyłeś z Andrzejem Wroną, czyli Kłos VS Wrona, a święta się zbliżają… Czy przygotowaliście może z tej okazji jakieś promocje dla fanów?
– (śmiech) Mieliśmy Black Friday jakiś czas temu, a przed świętami niczego nie planujemy. Myślę, że po świętach będzie wyprzedaż i można na nią czekać.

Chyba to, co oferujecie, pasuje na prezent pod choinkę? Na pewno jest odpowiednie na obecną, zimową porę roku.
– Jak najbardziej. Myślę, że czapki to już nasz flagowy produkt i z roku na rok, w sezonie jesienno-zimowym zasypujemy naszych kibiców czapkami z naszym logiem i fajne jest to, że oglądając mecze z innych hal, można je zauważyć na trybunach. Oczywiście są także widoczne poza halami.

 Prezenty prezentami, a z czym poza tą kwestią, kojarzą ci się święta Bożego Narodzenia?
– Na pewno ze spokojem, odpoczynkiem i rodzinną atmosferą. To jest moment, kiedy wracam do domu, do Warszawy i mogę się spotkać z moją rodziną, najbliższymi, znajomymi. Już oczekuję tegorocznych świąt, to mnie trzyma przy życiu (śmiech).

Czy jest jakaś piosenka, która kojarzy ci się mocno z okresem świątecznym? Nie masz dość wszechobecnego „Last Christmas”?
– Nie mam. To jest chyba najlepsza piosenka, z kojarzących mi się ze świętami. Kiedy leci w radiu, wiadomo, że ten czas jest już blisko.

Wracając do tematu mediów społecznościowych, na Instagramie podzieliłeś się dwoma zdjęciami, prezentującymi kremy, czyli można byłoby je zaliczyć do kategorii „beauty”, jeżeli byłbyś blogerem. Pojawiły się wtedy komentarze z pytaniem, czy masz zamiar stać się konkurencją dla twojej dziewczyny?
– Nie, nie będę konkurencją, gdyż te produkty są dla mężczyzn (śmiech). Tym sposobem ja znalazłem swój mały świat, a ona ma swój. Myślę, że dla Oli jestem żadną konkurencją.

Wychodząc ze świata internetowego, byłeś ostatnio na przedpremierowym pokazie „Gwiezdnych Wojen. Łotra 1”. Czy warto się na ten film wybrać?
– Nie chcę zdradzać kto zginie, ale na końcu ginie… (śmiech). Tak na poważnie, poleciłbym ten film. W sumie od niedawna jesteśmy z Olą fanami „Gwiezdnych Wojen”, bo dopiero przed premierą „Przebudzenia Mocy” obejrzeliśmy wszystkie części. Mogę stwierdzić, że wtedy „zajaraliśmy się” tym bardzo mocno i wszystko nadrobiliśmy. Kiedyś nie byłem fanem „Gwiezdnych Wojen”, nie oglądałem ich, Ola też. Ale bardzo nam się w zeszłym roku całość spodobała i wybraliśmy się niedawno na przedpremierowy pokaz „Łotra I” w Bełchatowie.

Podsumowując: polecasz.
– Tak, gorąco polecam! Jest trochę inny niż wszystkie poprzednie części, więc to też jest fajne i warto się o tym samemu przekonać. W dodatku lubię superbohaterów, niestworzone historie, dla mnie „Łotr I” jest wart polecenia.

Rozmawiała Małgorzata Kilijanek
Fot.: Małgorzata Kilijanek

(Nie ma ocen)
Loading...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *