Lukas Kampa dla M-volley: W Polsce wciąż czuję się znakomicie

Lukas Kampa to trzydziestoletni niemiecki rozgrywający, który swój trzeci sezon spędza w Polsce. Po dwóch latach gry w Radomiu podpisał kontrakt z zespołem Jastrzębskiego Węgla. W wywiadzie dla M-volley opowiada o meczu z Effectorem Kielce, nowym klubie i trenerze, a także o sposobach na przetrwanie polskiej zimy oraz rozważa założenie konta na Instagramie.

Małgorzata Kilijanek, M-volley: Gratuluję zdobycia MVP. Za Tobą czwarty mecz i czwarta wygrana. Chyba nie mógłbyś sobie wymarzyć lepszego rozpoczęcia sezonu?

Lukas Kampa, Jastrzębski Węgiel: Tak, ogólnie to prawda. Do tej pory nie przegraliśmy ani jednego meczu, co na pewno pozytywnie wpływa na naszą pewność siebie. Jednak dla mnie, szczególnie dzisiaj, nie zaczęliśmy spotkania do końca dobrze…

 

Dwa pierwsze sety przegraliście 22:25. Ciężko było wam się rozegrać?

Myślę, że po prostu nie byliśmy przygotowani na walkę, bo zagraliśmy wcześniej kilka naprawdę dobrych spotkań, szczególnie dwa ostatnie, na których od początku kontrolowaliśmy wszystko. Może dziś pojawiła się u nas myśl: wygrana przyjdzie sama.

 

Czyli wynika z tego, że jadąc do Kielc doszliście do wniosku, że Effector nie jest tak silnym zespołem jak wasz, więc nie ma się czego obawiać?

Oczywiście, właśnie tak myśleliśmy. To jest jedyne wytłumaczenie na nasze dzisiejsze rozpoczęcie meczu, sądzenie, że wszystko pójdzie dziś łatwo. Ale to PlusLiga. Myślę, że powiedziałem już to jakieś milion razy: to jest PlusLiga, tu nie ma łatwych meczów. Szczególnie mecze wyjazdowe należą do trudnych i trzeba zacząć te spotkania dobrze, być w pełni skupionym. Mam nadzieję, że właśnie z taką postawą rozpoczniemy następny mecz.

 

Dzisiejszy początek tie-breaka także nie był dla was najłatwiejszy.

O tak, ale tie-break to loteria. Tak naprawdę sami sobie utrudniliśmy życie na początku spotkania. W tie-breaku mogą zadecydować jeden czy dwa serwisy, tak jak widziałaś. Przeciwnik prowadzi, dwa punkty i to my wygrywamy. Tie-break to coś odrębnego, w tych czterech setach stworzyliśmy sobie sami trudne warunki. Ale kielczanie naprawdę zagrali świetnie, nałożyli na nas sporą presję swoim serwisem, mieliśmy problemy z przyjęciem. W tym roku Effector to silna drużyna.

 

Co w taki razie było mocną stroną Jastrzębskiego Węgla według ciebie?

Najważniejsze było to, że potrafiliśmy wrócić do formy, że nie poddaliśmy się i zaczęliśmy grać lepiej kontaktowo i polepszyliśmy naszą zagrywkę. Od trzeciego seta to gospodarze byli pod presją. I oczywiście dziesięciominutowa przerwa. Nie za bardzo ją lubię, ale dzisiaj nam dużo pomogła.

 

Właśnie, wam dużo pomogła, ale niekoniecznie pomogła kieleckiej drużynie, która wypadła z rytmu…

Z pewnością. Mogą teraz narzekać, że dziesięciominutowa przerwa jest niepotrzebna… Mógłbym powiedzieć to samo, ale nie dziś (śmiech).

 

W Jastrzębskim Węglu spędzasz swój pierwszy sezon, ale już wcześniej poznałeś PlusLigę od podszewki, grając w Radomiu. Mógłbyś w tej chwili porównać ze sobą te dwa kluby?

Nie chciałbym ich porównywać. Spędziłem w Radomiu dwa wspaniałe lata, to ten klub umożliwił mi przyjazd do Polski i grę w PlusLidze i będę zawsze o tym pamiętał. Teraz przede mną nowy rozdział – inny zespół, inny trener, inne miasto, ale mogę powiedzieć, że chcę zostać w Polsce na sto procent, ponieważ lubię polską ligę, ludzi, naprawdę wszystko w Polsce. Czuję się teraz bardzo dobrze w Jastrzębiu-Zdroju i mam nadzieję, że czeka mnie świetny sezon.

 

Jaki w takim razie jest Twój cel w tym sezonie – osobisty i klubowy?

Myślę, że mój osobisty i klubowy cel to jedna rzecz – wygrywanie kolejnego meczu, ponieważ możemy być w błędzie rozmawiając o tym, co przyniosą kolejne dwa miesiące. Tak jak sama dziś zauważyłaś. Dlatego musimy skupiać się na kolejnych spotkaniach – w środę gramy z Będzinem…

 

…który zdaje się wam w klasyfikacji nie dorównywać, więc tym razem będziecie potrzebować większej dawki koncentracji?

Oczywiście. Nie może mieć znaczenia, kto będzie po drugiej stronie, musimy grać swoje. Bo jeśli zaczniemy mecz na własnych zasadach, z dobrą zagrywką, wygramy pierwszą część – pokażemy, że jesteśmy silni i będziemy to kontynuować. Ale musimy być mocno skoncentrowani.

 

Wspomniałeś wcześniej o trenerze. Teraz Twoim trenerem jest Mark Lebedew. Co o nim sądzisz i jak ci się z nim współpracuje?

Zacznę od tego, że decyzja o dołączeniu do zespołu z Jastrzębia była prosta, ponieważ już się z trenerem znaliśmy, jakieś szesnaście lat. Był moim szkoleniowcem w reprezentacji Niemiec juniorów, dawno temu. Kiedy do mnie zadzwonił z propozycją gry w jego drużynie, powiedziałem: jasne, zróbmy to. Ułatwieniem dla mnie jest także fakt, że on mówi po niemiecku, więc nie mamy problemów z dogadaniem się – to pomaga i wiele ułatwia, szczególnie kiedy rozmawiamy we dwójkę. Uważam, że jest on dobry trenerem, co zresztą udowodnił. Potrafi prowadzić drużynę. Naprawdę byłem bardzo szczęśliwy, kiedy zadzwonił. Uważam, że budując nasz zespół na ten sezon, wykonał bardzo dobrą robotę i z nadzieją patrzę na to, co nadejdzie.

 

Jednak trener to nie wszystko. Co w takim razie możesz powiedzieć o kolegach z drużyny? O atmosferze w niej panującej?

Myślę, że mamy wspaniałą mieszankę zawodników. Są starzy i doświadczeni, jak ja (śmiech) – ciężko mi to mówić, ale to prawda (śmiech), są ci młodsi. Sądzę, że Scott (Touzinsky – przyp. red.) wykonuje świetną robotę, utrzymując w zespole odpowiednią atmosferę. Ma zawsze dobry nastrój i wiecznie żartuje, to on odpowiedzialny jest za żarty robione drużynie. Wszyscy są świetni! Jeszcze Kosa (Grzegorz Kosok – przyp. red.) – uwielbiam go! Jest taki opanowany, a jednocześnie pokazuje nam stale jaką drogę gry należy obrać. Mamy grupę dwunastu naprawdę dobrych zawodników i czasem na treningach atmosfera jest bardziej naszpikowana emocjami niż w czasie meczu. Powinnaś to zobaczyć, każdy chce wygrać i to jest świetne, bardzo pomaga. Mam też spostrzeżenie dotyczące dzisiejszego meczu: Damian (Boruch – przyp red.) powinien zostać MVP, bo wszedł na boisko i moim zdaniem odmienił losy spotkania – zaczął od dwóch bloków i pokazał fantastyczną grę. Mamy silną ławkę rezerwowych i to z pewnością bardzo nam pomoże w tym sezonie.

 

Miejmy taką nadzieję. Teraz chciałabym cię zapytać o coś innego niż sprawy boiskowe. Nadchodzi zima… i raz powiedziałeś, że nie lubisz polskiej zimy. Spędziłeś już jednak dwie zimne pory roku w Polsce, więc może jesteś w stanie udzielić jakichś rad innym zagranicznym zawodnikom PlusLigi?

(śmiech) Naprawdę tak powiedziałem? Naprawdę, że nie lubię polskiej zimy? (śmiech)

 

Tak! W pewnym wywiadzie tak stwierdziłeś (śmiech).

(śmiech) Dobrze, ale tak naprawdę to nie mam nic do polskiej zimy (śmiech). Po prostu zima nie jest moją ulubioną porą roku, ponieważ życie najzwyczajniej jest łatwiejsze kiedy świeci słońce. Niestety w Polsce, jak i zresztą w Niemczech, słońce nie pokazuje się zbyt często zimową porą. Większość dnia jest wtedy ciemna. Ale cóż mógłbym im doradzić? Zażywam witaminę D w tabletkach, żeby zrekompensować mojemu organizmowi te braki słońca (śmiech). Oprócz tego myślę, że pomocne jest dobre samopoczucie, które pojawia się gdy trenujesz z entuzjazmem i właśnie tak czujesz się w swoim zespole, jeśli robisz coś poza ćwiczeniami, żeby zapomnieć o ciemnościach na zewnątrz. Ale w Polsce wciąż czuję się znakomicie, jest tu naprawdę sporo rzeczy do zrobienia i bez problemu przetrwam nadchodzącą zimę.

 

Myślę, że dobrym sposobem na zimowe chłody są także ciepłe posiłki…

Polskie zupy!!!

 

Tak! O nie chciałam zapytać! (śmiech)

(śmiech) Polskie zupy! Kocham polskie zupy!

 

Właśnie. A ja chciałabym zapytać czy już nauczyłeś się je gotować…

Żurek nie za bardzo, nigdy tego nie próbowałem.

 

Ale chyba rok temu wspominałeś, że planujesz ugotować go jak będziesz w Niemczech?

Tak, powinienem, bo moi rodzice również za nim przepadają. Szczególnie mój tata. Kiedy odwiedza mnie w Polsce zawsze go zamawia. Więc tak naprawdę to tak, powinienem spróbować go w końcu ugotować będąc w Niemczech. Myślę, że większa część polskich zup jest podobna do naszych, niemieckich, jak zupa dyniowa, pomidorowa. To podstawowa część mojego obiadu.

 

Czyli możemy uznać, że nauka gotowania twoich ulubionych zup może być kolejnym celem na ten sezon? Że zostaniesz dobrym…

…kucharzem! O tak! (śmiech)

 

Wiem także, że lubisz grać w pokera.

Tak, to prawda.

 

W takim razie czy miałeś już okazję pokazać swoje zdolności kolegom w nowej drużynie?

W drodze do Kielc graliśmy w autobusie, więc tak.

 

Wygrałeś? Podobno jesteś w tym najlepszy.

(śmiech) Nie, byłem grzeczny. Pomagałem chłopakom z drużyny…

 

Rozumiem, po prostu nie chciałeś żeby poczuli się niepewnie mając do czynienia z mistrzem…

Tak, tak. To był nasz pierwszy raz, a ważną rzeczą jest bycie miłym i przyjacielskim dla chłopaków. Ale w drodze powrotnej zagramy ponownie, będę mógł pokazać im moje prawdziwe oblicze. Moją pokerową twarz (śmiech).

 

Jak w takim razie spędzasz swój wolny czas w Jastrzębiu-Zdroju, poza grą w pokera?

Tak naprawdę, to miejscem do gry jest nasz autobus, raczej nie będziemy grywać w pokera poza nim. Lubię wyjść gdzieś na kawę albo na obiad z chłopakami z drużyny. Lubię także spędzać czas z rodziną, mój mały synek wymaga poświęcenia mu sporej ilości czasu. Wspaniale jest móc z nim grać w coś w domu albo na zewnątrz. Nawet kiedy pogoda jest niezbyt przyjemna to on chce wychodzić na boisko, więc nie mam wyjścia i tam się wybieramy. Zresztą o wiele lepiej spędzać taki czas na świeżym powietrzu niż w domu. Ale w zespole mamy trochę dzieci, więc gdy się spotykamy to jest dość rodzinnie. Mój trener mieszka naprzeciwko mnie i ma małego syna, więc nasze dzieci mogą się razem bawić. Scott (Touzinsky – przyp. red.) ma sześcioletniego syna i nasi synowie spotykają się, grają razem i bawią.

 

To dość wygodne rozwiązanie, bo w tej samej chwili macie czas dla siebie, gdy dzieci spędzają czas ze sobą.

Dokładnie tak. Na przykład tydzień temu oglądaliśmy u mnie niemiecki Super Puchar, dom był pełen dzieci i ich rodziców. Było to naprawdę fajne spotkanie. Uważam, że takie relacje poza boiskiem wpływają też na lepszą współpracę na parkiecie, przez to zawodnicy się zbliżają i lepiej rozumieją. Szczególnie przydaje się ta zdolność w trudniejszych sytuacjach podczas gry.

 

W Twojej profesji ciężko nie utrzymywać też kontaktu z kibicami. Wielu fanów chciałoby, abyś stał się posiadaczem konta na Instagramie, a Ty jeszcze go nie założyłeś…

(śmiech) Jeszcze go nie założyłem, bo najpierw chyba powinienem się wysilić i uaktualnić mój profil facebookowy i Twittera…

 

Wiele osób już Ci to proponowało, a ja mogę Cię też zachęcić tym, że Twoje posty mogłyby znaleźć się w naszym Siatkarskim Przeglądzie Instagrama, czyli tygodniowym podsumowaniu tego, czym dzielą się tam siatkarze (śmiech) …

W takim razie przemyślę to dokładnie. To prawda, że wiele osób próbowało mnie przekonać…

 

Instagram jest bardzo łatwy w obsłudze, może poszłoby Ci to nawet szybciej niż na Facebooku i Twitterze? To proste – robisz zdjęcie i je udostępniasz…

(śmiech) Robisz zdjęcie i je udostępniasz. No dobrze. Może ten sezon będzie moim sezonem Instagrama (śmiech).

 

 

Rozmawiała Małgorzata Kilijanek

fot. Małgorzata Kilijanek

(Nie ma ocen)
Loading...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *