Łukasz Kozub dla M-volley: Jestem spokojny o nasz wynik

Rozgrywający MKS-u Będzin, Łukasz Kozub, w rozmowie z naszym portalem opowiedział o środowym meczu z GKS-em Katowice, presji związanej z byciem pierwszym rozgrywającym i o zdobytym w lipcu mistrzostwie świata juniorów.

Magdalena Kwaśniok, M-volley: W meczu z katowiczanami pokazaliście dużo walki, jednak w końcówkach setów to gospodarze okazali się lepsi. Czego zabrakło w waszej grze?
Łukasz Kozub, MKS Będzin: Pierwszym i najważniejszym powodem naszej porażki jest oczywiście dobra gra przeciwników. Wydaje mi się, że na wyniku mogła zaważyć ilość niewykorzystanych przez nas szans – nie skończyliśmy zbyt wielu kontrataków. Gdybyśmy inaczej zakończyli jedną czy dwie akcje, wynik mógłby wyglądać odwrotnie. Tak się jednak niestety nie stało.

W spotkaniu z ONICO Warszawą wywalczyliście zwycięstwo, natomiast z Katowic nie wywozicie żadnych punktów. Te wyniki pokazują, że lepiej wam się gra z faworytami?
W tym sezonie, zwłaszcza na początku rozgrywek, trudno jest wskazać faworytów w poszczególnych meczach. Wydaje mi się, że wygrana siatkarzy ONICO Warszawy z GKS-em nie stawiała ich jednoznacznie w roli pretendentów do zwycięstwa w naszym starciu. Jak widać po wynikach, liga jest naprawdę nieprzewidywalna. GKS przegrał z Łuczniczką Bydgoszcz, my z nimi wygraliśmy, jednak nie miało to żadnego przełożenia na dzisiejsze spotkanie. Porażki z katowiczanami nie rozpatrywałbym więc w tych kategoriach – po prostu przegraliśmy, taki jest sport.

Od początku sezonu widać, że trener stawia cię w roli pierwszego rozgrywającego. Przyzwyczaiłeś się już do związanej z tym presji?
– Staram się do każdego meczu motywować tak samo. Ważne jest dla mnie, by do wszystkich spotkań podejść w odpowiedni sposób i nastawiać się na dobrą grę, a przede wszystkim jak najbardziej pomóc drużynie. Cieszę się, że trener mi zaufał i dostałem szansę gry – mam nadzieję, że w przyszłości odpłacę mu się lepszą postawą niż w dzisiejszym spotkaniu.

W twojej grze można zauważyć duży progres. Jest to spowodowane większą pewnością siebie, jaką mogłeś zyskać po mistrzostwach świata juniorów?
– Oczywiście. Każdy mecz, w którym presja wyniku, ze strony związku, kibiców, czy też po prostu wytworzona przez nas, jest naprawdę ogromna, dużo uczy. W tych najważniejszych spotkaniach, w których stawka jest największa, można nabrać doświadczenia, a po ich rozegraniu inaczej się patrzy na konkretne sytuacje. Im więcej gry na takim poziomie, tym pewność siebie jest większa.

Mateusz Masłowski w audycji radiowej powiedział, że z zainteresowaniem śledzi wasze wyniki. Również sprawdzasz poczynania kolegów?
– Tak, zawsze po meczach chłopaków sprawdzam, jak im poszło. Z resztą utrzymujemy stały kontakt, mamy wspólną konwersację, więc wszystkie informacje mam na bieżąco.

Widać, że w waszym klubie panuje świetna atmosfera, która jednak z pewnością różni się od tego, czego mogłeś doświadczyć w reprezentacji. Jak bardzo odczuwalna jest ta różnica?
– Wiadomo, że jest to zupełnie inne środowisko – w klubie między nami są duże różnice wieku, a w niektórych sytuacjach przy starszych kolegach trochę inaczej trzeba się zachować. W reprezentacji tego problemu nie było, bo wszyscy byliśmy z jednego rocznika i znaliśmy się praktycznie od “dzieciaka”, więc relacje między nami były inne. Nie chcę jednak wybierać, która z drużyn jest lepsza, bo są zbyt inne i w każdej czuję się dobrze.

Na ile zdobyte przez was mistrzostwo świata było sukcesem w budowanej karierze, a na ile etapem jej rozwoju?
– Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Wydaje mi się, że w czasie trwania naszej przygody z siatkówką lub, ogólnie, w miarę zmieniających się etapów życia, zmieniają się też nasze cele. Mistrzostwo świata było najważniejszym z nich w tamtym konkretnym momencie. Z wiekiem oraz z coraz większą ilością rozegranych meczów, nasze założenia będą przede wszystkim inne i myślę, że już się zmieniły, bo aktualnie dotyczą seniorskiej siatkówki. Mogę jednak powiedzieć, że wtedy to była dla nas naprawdę wielka rzecz – najważniejsza na świecie.

Jeśli już rozmawiamy o celach, jakie są twoje założenia na ten moment?
– Przede wszystkim wygrywać tyle meczów, ile tylko się da. Jak wiadomo, rozgrywki w tym sezonie są naprawdę okrutne – z ekstraklasy spadają dwie ostatnie drużyny, trzecia od końca zagra w barażach o pozostanie w PlusLidze. Jestem jednak pewny tego, że spokojnie osiągniemy zadowalający wynik. Nie będę po pięciu kolejkach zgadywał, które miejsce zajmiemy, bo to bez sensu. Najważniejsze jest skupienie się na dobrej grze, bo to z pewnością przełoży się na korzystny dla nas rezultat.

Rozmawiała Magdalena Kwaśniok
Fot.: M-volley.pl

 

(Nie ma ocen)
Loading...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *