Łukasz Kozub dla M-volley : Staram się korzystać z szans, które dostaję

Łukasz Kozub, dziewiętnastoletni rozgrywający MKS-u Będzin, w wywiadzie dla M-volley opowiedział o głośnych kibicach z Będzina, o tym, co dla rozgrywającego najważniejsze (i najtrudniejsze) oraz o swoich planach na przyszłość.

Magdalena Kwaśniok, M-volley: Wynik 0:3 pokazuje, że mecz z Espadonem Szczecin był jednostronny. Jak ty oceniasz to spotkanie, patrząc na nie z boku?
Łukasz Kozub, MKS Będzin: Wydaje mi się, że dzisiaj jedyną trudnością było utrzymanie dobrego poziomu przez cały mecz. Kluczowe było zachowanie koncentracji po dziesięciominutowej przerwie, bo tylko to mogło nas wybić z rytmu. Na szczęście tak się nie stało i możemy się cieszyć z kolejnych trzech punktów.

Nie weszliście dobrze w to spotkanie, dopiero po paru akcjach zaczęliście grać na swoim poziomie. To kwestia problemów z mentalnością?
– Nie wiem, czym jest spowodowane to, że często zaczynamy sety od sporej straty i już na samym początku musimy gonić przeciwników, ale jeżeli mają się kończyć na naszą korzyść, jak te w meczu z Espadonem, to mi to nie przeszkadza.

W dzisiejszym spotkaniu kibice nie zobaczyli cię na boisku, jednak w tym sezonie dostałeś już swoje szanse. Jest duża różnica między 1.ligą a ekstraklasą?
– Tak, jest to przede wszystkim przeskok jakościowy. W każdym meczu, cały czas trzeba prezentować naprawdę dobry poziom, nie można sobie pozwolić na chwilę odpoczynku. Zdarzały się spotkania, gdzie w jednym secie wygrywaliśmy w naprawdę dobrym stylu, a w następnym przegrywaliśmy do 12. Myślę, że to jest ta podstawowa trudność PlusLigi – cały czas trzeba być skoncentrowanym, bo każdy z każdym może wygrać, ale i przegrać.

Przyzwyczaiłeś się już do plusligowej otoczki? Kibiców, którzy teraz na pewno wywierają większą presję?
– Myślę, że to nie jest do końca presja. Kibice bardzo nam pomagają, lubimy grać u siebie. Doping na naszej hali jest czymś, co nas motywuje i czym możemy się chwalić, bo na innych meczach nie jest aż tak głośno. Podejścia kibiców nie nazwałbym więc presją, ale raczej naprawdę sympatycznym dodatkiem.

Rozegranie to dość specyficzna pozycja, dla której kluczowe jest zgranie i większa odpowiedzialność za zespół. Zgadzasz się z tym stwierdzeniem?
– Tak. Jesteśmy zgranym zespołem. Dosyć dobrze nam idzie w tym sezonie i chyba nie ma tragedii (śmiech). Jak widać po dzisiejszym meczu, nieważne który z rozgrywających przebywa na boisku, gra i tak wygląda dobrze, a przynajmniej solidnie. Rozegranie faktycznie jest specyficzną pozycją, wymagającą sporej ilości treningu i potrzeba dużo doświadczenia, żeby nauczyć się dokonywać dobrych wyborów. Do wszystkiego chcę dojść małymi kroczkami.

Wspomniałeś o dokonywaniu dobrych wyborów. Ważniejsza jest dla rozgrywającego boiskowa intuicja czy raczej umiejętności techniczne?
– To jest ciężkie pytanie, bo najlepiej mieć opanowane obie rzeczy. Wiadomo, że trzeba posyłać do kolegów dokładne piłki, ale ważne jest też to, żeby wiedzieć, komu w danej sytuacji wystawić. Nie każdy lubi atakować w końcówce seta granego na przewagi. Trzeba poznać ludzi, z którymi się gra, bo sztuką jest dobra decyzja, kto w danym momencie powinien dostać piłkę.

W najbliższej przyszłości masz jakieś zagraniczne plany odnośnie wyboru klubu?
– Nie, nie planuję żadnych wyjazdów. Na razie chcę się skupić na grze w PlusLidze.

W takim razie jest jakiś klub z polskiej ligi, w którym chciałbyś zagrać? Na pewno jesteś związany z Asseco Resovią Rzeszów.
– Tak, chętnie kiedyś wrócę do Rzeszowa, jednak teraz skupiam się na grze w miejscu, w którym jestem. Chciałbym jak najwięcej dawać z siebie zarówno klubowi, jak i kibicom. Nie ma co myśleć o tym, co zdarzy się za parę lat, staram się korzystać z szans, które dostaję teraz.

Rozmawiała Magdalena Kwaśniok
Fot.: M-volley

(Nie ma ocen)
Loading...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *