Maciej Muzaj dla M-volley: Chciałbym kiedyś wrócić do Spodka jako reprezentant Polski

Maciej Muzaj, dwudziestotrzyletni atakujący Jastrzębskiego Węgla, w wywiadzie dla M-volley opowiedział o emocjonujących derbach Śląska, wsparciu kibiców w katowickim Spodku i przedsezonowych oczekiwaniach oraz zdradził nam, czy czuje się gotowy do gry w reprezentacji Polski.

Magdalena Kwaśniok, M-volley: Po dwóch dobrych partiach w waszym wykonaniu wpadliście w kryzys. Czym to było spowodowane?
Maciej Muzaj, Jastrzębski Węgiel: Ciężko powiedzieć, dlaczego tak się stało. Na pewno odpuściliśmy w zagrywce, dzięki czemu siatkarze GKS-u mieli więcej szans do wyprowadzenia skutecznych akcji. Ogólnie można powiedzieć, że po dwóch wygranych setach przysnęliśmy. Tekst z traceniem koncentracji przy prowadzeniu przed dziesięciominutową przerwą jest bardzo oklepany, ale znowu się sprawdził. Myślę, że trzeba się cieszyć z dwóch punktów, które wywalczyliśmy. Gdyby ktoś przed meczem mi powiedział, że tyle oczek wywieziemy z Katowic, wziąłbym to z uśmiechem na twarzy. Wiedziałem, że o zwycięstwo w tym spotkaniu nie będzie łatwo. Niesamowita atmosfera w hali i trochę więcej presji – to sprawiło, że mecz był naprawdę trudny.

Co ostatecznie zadecydowało o waszej wygranej?
-W tie-breaku na pewno zagraliśmy lepiej niż w trzecim i czwartym secie. Z większym spokojem rozgrywaliśmy piłki sytuacyjne. Mieliśmy trochę więcej cierpliwości niż gospodarze i myślę, że właśnie ta cierpliwość pozwoliła nam poprawić grę i w konsekwencji wygrać całe spotkanie.

W katowickiej hali pojawiła się duża grupa kibiców z Jastrzębia, którzy naprawdę głośno was wspierali. Jest to coś, co nakłada na was większą presję i potęguje stres czy raczej wpływa pozytywnie na grę zespołu?
– Na pewno doping kibiców bardzo nas motywuje i sprawia, że chcemy dla nich walczyć o każdą piłkę. Dzięki temu bardzo dobrze gra nam się u siebie. Mamy ogromne wsparcie kibiców, nie tylko w Jastrzębiu, ale również na meczach wyjazdowych. Coraz więcej osób przychodzi do naszej hali, a przy takiej publiczności z pewnością łatwiej się gra.

Przed sezonem Mark Lebedew powiedział, że celujecie w pierwszą czwórkę. Podzielałeś entuzjazm trenera?
-Do tych słów byłem raczej sceptycznie nastawiony. Nie miałem pojęcia, czy w tym sezonie będziemy mieli szansę osiągnąć tak dużo. Nie znałem zawodników, którzy mieli wzmocnić nasz klub. Nie wiedziałem, kim są Salvador Oliva czy Scott Touzinsky. Ostatecznie stworzyliśmy naprawdę fajny zespół, nie tylko pod względem umiejętności siatkarskich, ale również świetnej atmosfery.

Przed startem rozgrywek większość ekspertów nie sądziła, że włączycie się do walki o pierwszą czwórkę. Macie teraz satysfakcję, pokazując im, że się mylili?
-Fajnie jest pokazać komuś, kto w ciebie nie wierzy, że jednak coś ci się udaje (śmiech), ale nie możemy stawiać się już na czwartej pozycji. To jeszcze nie jest koniec sezonu zasadniczego, do zagrania został nam mecz z Łuczniczką Bydgoszcz i to na nim się skupiamy. Myślę jednak, że do tej pory pokazaliśmy już naprawdę dużo i niektórym zrobiliśmy miłą niespodziankę.

Co jest waszym celem na końcówkę tego sezonu?
-Oczywiście, że mistrzostwo Polski. Nie wyobrażam sobie grać w czwórce lub być w czołówce i nie walczyć o zwycięstwo. Jestem sportowcem i gram o najwyższe cele, a moi koledzy myślą tak samo. Wydaje mi się, że każdy siatkarz w Pluslidze ma podobne nastawienie.

Niedawno klub przedłużył kontrakty z kluczowymi zawodnikami. Świadczy to o tym, że kryzys w Jastrzębskim Węglu został już zażegnany?
-Każdy musi sobie sam odpowiedzieć na to pytanie. Według mnie po części tak jest. W klubie nastąpiły duże zmiany, między innymi w zespole, który zarządza drużyną. Nowy zarząd ciągle stara się naprawiać klub i myślę, że bardzo dobrze im to wychodzi. Na ten moment nie wiem, jakie są ich plany, bo najbardziej interesuje mnie to, co się dzieje na treningach i meczach. Widzę jednak, że zarządzający jak i trenerzy wykonują świetną robotę, by wyprowadzić zespół na prostą.

Łatwiej ci się gra, kiedy znasz klubową przyszłość?
-Daje mi to swego rodzaju pewność i pozwala robić długoterminowe plany niezwiązane z siatkówką. Dzięki temu na pewno mam trochę mniej stresu, bo okres transferowy bywa męczący. Kiedy pod koniec sezonu musisz szukać sobie klubu, na pewno siedzi to gdzieś z tyłu głowy i potrafi być bardzo rozpraszające. Dlatego cieszę się z podpisanego kontraktu i mogę się skupić na tym, co najważniejsze, czyli na grze.

Twoje nazwisko znalazło się na bardzo długiej liście szerokiej reprezentacji Polski. Myślisz już o tym, czy dostaniesz okazję do gry w drużynie narodowej?
-Mam nadzieję, że tak będzie i bardzo bym tego chciał. Teraz wszystko zależy od trenera… A w zasadzie jeszcze trochę ode mnie i od tego, jak się będzie prezentowała moja gra w fazie play-off. Na pewno zrobię wszystko, żeby się znaleźć na którymś ze zgrupowań i dostać szansę pokazania się trenerowi.

Czujesz się gotowy do tego, by zagrać w Spodku, tym razem w biało-czerwonej koszulce, przed ponad dziesięcioma tysiącami kibiców?
-Oczywiście. Dla niektórych może to zabrzmieć głupio, ale myślę, że pewność siebie to podstawa. Jakbym nie czuł się gotowy, nie byłoby sensu jechać na żadne zgrupowanie, bo po co? Po to, żeby trochę potrenować czy zjeść dobry obiad w Spale? Jeśli dostanę szansę pracy z reprezentacją, będę rywalizował z innymi zawodnikami, a trener zweryfikuje, czy faktycznie mogę już grać na najwyższym poziomie. Bardzo chciałbym kiedyś wrócić do Spodka jako reprezentant Polski i zagrać tu mecz w biało-czerwonej koszulce. Dzisiaj miałem próbkę tej atmosfery i doping pięciu tysięcy kibiców zrobił na mnie duże wrażenie.


Rozmawiała Magdalena Kwaśniok
Fot.: M-volley.pl

(Nie ma ocen)
Loading...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *