Marcin Komenda dla M-volley: Nikt nam nie może odmówić tego, że nie chcemy wygrać

Marcin Komenda, dwudziestoletni rozgrywający zespołu Effector Kielce, po przegranym spotkaniu z Cerradem Czarnymi Radom opowiedział M-volley o sytuacji w zespole, zmianie trenera i grze na rozegraniu.

Małgorzata Kilijanek, M-volley: Dziesięć porażek z rzędu to dość nieprzyjemny bilans dla zespołu. W czym można doszukiwać się przyczyn takiej sytuacji, w której znalazł się Effector, czyli pasma niepowodzeń? Da się to określić?
Marcin Komenda, Effector Kielce: Naprawdę ciężko powiedzieć. Gdybyśmy wiedzieli to może próbowalibyśmy to wyeliminować. Na pewno mamy problem na wysokiej piłce, nie potrafimy kończyć ataków… Możliwe również, że powód tkwi w głowach, bo dziesięć porażek z rzędu to niezbyt normalna sytuacja.

 

Może się to przekładać na atmosferę w drużynie.
– Dokładnie, to nie jest wynik, jakiego oczekują prezesi, kibice i my sami. Musimy się wziąć w garść i ciężko pracować. Tylko że pracujemy ciężko… Ale może powinniśmy skupić się bardziej na pewnych elementach, które nie wychodzą? Mam nadzieję, że to wszystko za tydzień, w meczu z GKS-em Katowice, ulegnie zmianie. Może odmienimy naszą grę i w końcu po tej niefajnej passie wygramy.

 

Odczuwacie jakąś presję z zewnątrz? Czujecie, że wszyscy chcą, abyście zaczęli wygrywać?
– Osobiście nie odczuwam presji, nie wiem jak chłopaki. Wydaje mi się, że robimy swoje, staramy się. Nikt nam nie może odmówić tego, że nie chcemy wygrać, ale coś nie wychodzi. Być może gdzieś w głowie siedzi fakt fatalnej serii, która nam towarzyszy, ale sam staram się o tym nie myśleć, szczególnie podczas meczów i treningów. Chcę cały czas się rozwijać i tego, żeby zespół cały czas dojrzewał. Jeżeli będziemy dalej trenować na sto procent, to w końcu się przełamiemy i wygramy.

 

Jakie zachowanie na boisku uważasz za najważniejsze, jeśli chodzi o stronę mentalną? Jakiś czas temu Dustin Watten, libero radomian, powiedział mi w wywiadzie, że dla niego najważniejsze jest skupienie się na kolejnym punkcie, nieroztrząsanie porażek. Uważasz podobnie?
– Zdecydowanie tak. Myślenie w ten sposób z pewnością pomaga w graniu jak najlepiej. Nie ma co rozpamiętywać akcji z przeszłości, bo na nie nie mamy już wpływu. Trzeba myśleć o tym, co się wydarzy w kolejnym zagraniu i to powinien być priorytet. Czasami jednak ciężko jest nie myśleć o tych straconych punktach, nieudanych akcjach, wyrzucić je z głowy. Jeżeli ktoś umie pozbyć się myślenia o niepowodzeniach, na pewno jest to jego atutem i stanowi dużą przewagę nad tymi, którzy tego nie potrafią. Myślę, że u nas nie ma z tym wielkiego problemu – staramy się bardziej skupiać na dobrej grze, nie na nieudanych zagraniach. Niestety wyniki pokazują, że jeszcze nam trochę brakuje.

 

Odsunięty od pracy z Effectorem został niedawno Dariusz Daszkiewicz, a waszym trenerem stał się były reprezentant Turcji, Sinan Tanik. Jak współpracuje się z obecnym szkoleniowcem?
– Ma inne spojrzenie na siatkówkę niż poprzedni trener, a nawet trenerzy, gdyż mieliśmy treningi z Dariuszem Daszkiewiczem i Adamem Swaczyną. Na pewno uczymy się siebie nawzajem, bo jednak my mamy inne przyzwyczajenia, a trener odmienne zapatrywania na pewne rzeczy. Wydaje mi się, iż z każdym treningiem coraz lepiej się rozumiemy. Jestem optymistą, pełnym nadziei, że nasza gra ulegnie zmianie i poprawimy ją na tyle, żeby najważniejsze mecze w lutym wygrać.

 

Nie uważasz, że taka zmiana trenera w trakcie sezonu jest ryzykowna?
– W pewnym stopniu jest ryzykowna. Jeżeli będziemy wygrywali to będzie można powiedzieć, że była to dobra zmiana, a jeżeli będziemy przegrywali, pewne osoby mogą uznać, iż była to zła zmiana. Uważam, że powinniśmy się skupić na jak najlepszym trenowaniu, osiąganiu jak najszybszego postępu w naszej grze. Wcale nie uważam, że mamy zespół, który nie może walczyć z tymi ze środka tabeli.

 

Szczególnie, że udowodniliście to, pokazując potencjał na początku sezonu.
– Przez pierwsze dziesięć spotkań, pięć wygraliśmy, pięć przegraliśmy i mogliśmy się uważać za drużynę ze środka tabeli. Teraz wszystko się zawaliło. Jak wspomniałem, musimy wrócić do naszej dobrej gry, bo grać potrafimy, tylko coś stoi nam na przeszkodzie. Nasza gra faluje i myślę, że między innymi przez to przegrywamy.

 

Abstrahując od porażek zespołu, jesteś wymieniany jako jeden z najlepiej blokujących rozgrywających PlusLigi oraz jako potencjalny kandydat do kadry Ferdinanda de Giorgiego. Jaki masz do tego stosunek?
– Co nieco czytałem w Internecie o zainteresowaniu trenera moją osobą, jednak z nim nie rozmawiałem. Chcę skupić się na swoim rozwoju, na tym by cały czas dążyć do bycia lepszym zawodnikiem – to jest dla mnie najważniejsze. Jeżeli trener stwierdzi, że się nadaję, będę się bardzo cieszył. Jeżeli nie, będę miał nadzieję, że uda mi się załapać do kadry U-23. Chcę robić swoje, a takimi głosami nie zaprzątać sobie głowy. Jeżeli zainteresowanie doprowadzi do tego, że ktoś poważnie będzie ze mną rozmawiał, wtedy sprawi mi to dużo radości i będzie dla mnie spełnieniem marzeń.

 

Czy uważasz, że rozegranie jest jedną z trudniejszych pozycji, jeżeli chodzi o rozwój zawodnika? Zwykle, gdy jeden rozgrywający w zespole dobrze sobie radzi, ciężko jest drugiemu dostać się na jego miejsce.
– Myślę, że tak. Rozegranie to bardzo specyficzna pozycja, trenerzy rzadko mają odwagę postawić na młodego zawodnika. Można powiedzieć, że przez ręce rozgrywającego przechodzą wszystkie piłki. Na pewno to nie jest łatwy kawałek chleba, ale cieszę się, że mogę w Kielcach grać, zbierając w tym sezonie ogromny bagaż doświadczeń. Liczę jednak na to, że poprawimy swoją grę i będziemy mogli po sezonie powiedzieć, iż każdy rozwinął się indywidualnie, ale też drużynowo wykonaliśmy kawał dobrej roboty.

 

Masz jakiegoś siatkarskiego idola, grającego na tej samej pozycji i będącego dla ciebie wzorem do naśladowania?
– Zerkam na zagrania tych najlepszych rozgrywających. Bardzo mi się podoba jak rozgrywa Nikola Grbić i Lloy Ball. Staram się jednak wplatać w swoje zagrania również to, co przyjdzie do głowy spontanicznie i wykazywać się kreatywnością. Podpatruję także tych najlepszych rozgrywających, bo grają niezwykłe akcje i jest się od kogo uczyć.

 

Effector Kielce podpisał ostatnio umowę z salonem Toyoty, a siatkarze i sztab otrzymali dzięki temu nowe samochody. Czy znalazłeś się w gronie szczęśliwców?
– Tak (śmiech), udało mi się dostać samochód. To bardzo fajna niespodzianka i prezent od firmy Effector. Na pewno mało który z nas się tego spodziewał. Tak że to bardzo miła sprawa, myślę, że każdy się z tej sytuacji cieszy i mam nadzieję, iż wyniki będą takie, że będziemy mogli prosto w oczy powiedzieć sobie: zasługujemy na te samochody. Bo jeżeli przegrywamy to trochę w głowie tkwi, że dostaliśmy taki prezent, a nie potrafimy się odwdzięczyć.

 

Rozmawiała Małgorzata Kilijanek
Fot.: M-volley

(Nie ma ocen)
Loading...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *