Piotr Nowakowski dla M-volley: Zawsze może być lepiej, ale cieszymy się z tego co mamy

Piotr Nowakowski, środkowy Asseco Resovii Rzeszów, w wywiadzie dla M-volley opowiada o meczu Ligi Mistrzów z Duklą Liberec, zwycięstwie z Effectorem Kielce, a także o planach na święta, instagramowym profilu i swoim kocie.

Małgorzata Kilijanek, M-volley: Ostatni mecz w Lidze Mistrzów można byłoby określić mianem wymęczonego. Na początku prowadziliście, wygraliście dwa sety, a potem nawiązaliście wyrównaną walkę, która zakończyła się w tie-breaku. Czy planem na wspomniany mecz z Duklą Liberec była po prostu wygrana czy może liczyliście na szybkie 3:0?

Piotr Nowakowski, Asseco Resovia Rzeszów: Walczyliśmy po to, aby zgarnąć całą pulę. Niestety wyszło jak wyszło. Było widać, że zaczęliśmy troszkę innym składem i mimo to, pierwsze dwa sety były wygrane naprawdę świetnie [25:14, 25:16 – przyp. red.]. Nie wiem co się stało później. Może zabrakło nam tej dziesięciominutowej przerwy, którą mamy w PlusLidze. Ale trudno, stało się jak się stało. Jechaliśmy po komplet punktów, przyjechaliśmy z dwoma. Na pewno ważne jest dla nas tamto zwycięstwo. Wygrane w tie-breaku napędzają drużynę, co zresztą widać. Dziś byliśmy lekko poddenerwowani, nie byliśmy w stu procentach zadowoleni z tamtego wyniku. Za to jesteśmy usatysfakcjonowani tym, że pokonaliśmy 3:0 drużynę z Kielc, która w  tym sezonie gra naprawdę nieźle. Tamten mecz Ligi Mistrzów odchodzi w niepamięć, dzisiejsze zwycięstwo także. Teraz będziemy się koncentrować na następnym meczu, z Będzinem.


Ostatnio w waszej drużynie działo się nie najlepiej. Kontuzjowany był Frederic Winters, problemy zdrowotne pojawiły się także u Thibaulta Rossarda. Można też było zauważyć spadek formy Marko Ivovića. Wpływało to jakoś na atmosferę w zespole czy raczej nie?

– Nie, na szczęście mamy dość szeroki skład i każdy kolejny zawodnik, który wchodził za kontuzjowanego, zastępował go godnie, co najmniej na podobnym poziomie. Całe szczęście, że możemy mieć taką szeroką kadrę, dzięki której nie było widać tych braków. Teraz Tibo wrócił do pełni sił, dziś zdobył MVP, trudno go zatrzymać. Jeśli chodzi o Freddiego, nie wiem jak dokładnie wygląda jego sytuacja, ale nie potrwa to jakoś długo, chodzi już raczej normalnie. Oby tak dalej, oby zdrowie dopisywało.


Chyba jesteście jedną z takich drużyn w PlusLidze, gdzie atmosfera wygląda na najlepszą.

– Oczywiście, jeżeli idzie nam super tak jak dzisiaj, to się cieszymy. Atmosfera jest naprawdę bardzo dobra. Czasem jej troszkę brakuje, głównie wtedy, gdy niestety przegrywamy sety, ale wiadomo, że nie są to łatwe sytuacje. Staramy się jak możemy, żeby w zespole panował dobry nastrój. Cieszymy się, że z zewnątrz też wygląda to naprawdę fajnie, bo my tutaj w środku, ze sobą, czujemy się bardzo dobrze. W tym sezonie odpowiednia atmosfera dopisuje.


Jeżeli chodzi o dzisiejszy mecz, podtrzymaliście swoją plusligową passę zwycięstw. Można stwierdzić, że w tym spotkaniu Effector sprawił wam jakieś problemy, czy raczej należało ono do łatwiejszych?

– Pierwszy i trzeci set w miarę kontrolowaliśmy. Może w końcówce pierwszego seta troszkę przysnęliśmy. Cóż, udało nam się dobrze zagrywać, dobrze blokować, tak że kielczanie mieli problemy. W drugim secie natomiast graliśmy punkt za punkt, więc każdy niewymuszony błąd czy jakaś strata, powodowały, że zawodnicy Effectora odskakiwali o punkt, dwa. Musieliśmy ich gonić, więc końcówka była dość dramatyczna i zacięta. Całe szczęście, że udało się ją wyciągnąć na naszą korzyść i w trzecim secie już tylko dopiąć swego. Lekko się obawiałem dziesięciominutowej przerwy, czy nie wybije nas ona z rytmu, jednak dała nam dość dużo energii, pewności siebie. Naskoczyliśmy w trzecim secie na drużynę z Kielc i pokazaliśmy się z naprawdę dobrej strony.


Dziś zagraliście w meczu trzynastej kolejki, po dwunastej zajmowaliście trzecie miejsce w tabeli. Czy wasza pozycja, wokół której oscylujecie w tym momencie, jest dla was satysfakcjonująca?

– Jest adekwatna do tego jak gramy. Są czasem jakieś zawirowania. Czy jesteśmy zadowoleni? Najważniejsze jest to, żeby utrzymać się w tej czwórce do play-offów. Póki co utrzymujemy bezpieczną przewagę. Chyba (śmiech). Nie wiem jak to teraz wygląda, ile punktów dzieli nas od piątego miejsca.


Kolejka trwa.

– Właśnie, kolejka jeszcze trwa, tak że zobaczymy jak to się ułoży pod koniec kolejki i co się okaże. Zawsze może być lepiej, ale cieszymy się z tego co mamy.


Jesteście też jednym z najaktywniejszych zespołów na Instagramie. Twoje posty można także zauważyć w naszym Siatkarskim Przeglądzie Instagrama. Czy uważasz, że posiadanie takiego konta, czy ogólniej korzystanie z mediów społecznościowych, to dobra droga kontaktu z fanami? Traktujesz to w ten sposób czy może bardziej jako zabawę?

– Nie stwarzałem tego konta tylko po to, aby kontaktować się z fanami, ale chciałem pokazać troszkę swojego pozasiatkarskiego życia. Myślę, że większość zdjęć dokumentuje momenty, w których znajduję się poza boiskiem…


…co jest dla obserwatorów ciekawe, bo to na boisku mogą cię głównie oglądać.

– Myślę, że ci, którzy mnie obserwują, są zaciekawieni i uważają to za ciekawe. Sądzę, że jest to też jakiś sposób komunikacji, ale podkreślam: nie miałem tego na celu.


Czyli komunikacja w tym kontekście jest to sprawa drugorzędna.

– Tak, jest to sprawa drugorzędna. Mnie na pewno bardzo cieszą ciepłe komentarze, miłe wiadomości, ale tak samo różne akcje organizowane w social mediach też trafiają do mnie dzięki Instagramowi, dzięki szufladce. Staram się brać w nich udział, pomagać jak tylko mogę. Myślę, że to też jest bardzo ważne. Dzięki posiadaniu takiego konta można promować akcje, które przynoszą dobro innym.


Elementem pojawiającym się na twoim instagramowym profilu, bardzo lubianym przez fanów, jest twoja kotka, Poli, rasy Russian Blue, o ile się nie mylę.

– Tak, tak, rosyjski niebieski.


Udostępniłeś ostatnio piękne zdjęcie w świątecznej atmosferze, na którym można zobaczyć Poli pod choinką. Pierwsze co się nasuwa to uwaga na temat tego połącznia – kot i choinka. Czy drzewko przetrwało? Poli nie miała okazji się na nie wdrapać lub je przewrócić?

– Nie, na całe szczęście Poli, oprócz tego, że ostatnio troszkę jej się przytyło i jest mało ruchliwa (śmiech), to jest tak spokojnym kotem, że nie poczyniła nam żadnych zniszczeń. Mamy ją już ponad trzy lata. Jest to rasa naprawdę spokojna, niewyrządzająca żadnych szkód…


Czyli można tę rasę zainteresowanym polecić?

– Można ją polecić, pewnie. Obrazy stoją na półkach, Poli między nimi zwinnie przemyka, także naprawdę fajny z niej kociak. Zrobiła się też bardzo milusińska, bo na początku była troszkę samotna, trzymała się trochę na uboczu. Całe szczęście, że teraz się zmieniła. Bardzo z żoną lubimy, jak mruczy nam koło głowy, gdy śpimy. Jest naprawdę słodka.


Co do wspomnianego zdjęcia, a dokładnie pojawiającej się na nim choinki, trzeba przyznać, że zbliżają się święta. Czy możesz powiedzieć, jak planujesz je spędzić?

– Na pewno spędzę je z żoną w Gdańsku, czyli w miejscowości, z której pochodzi i gdzie generalnie zamierzamy niedługo osiąść. Będzie tam też możliwość sprawdzenia jak wygląda sprawa z naszym mieszkaniem, które się tam szykuje, oraz spędzić miło i rodzinnie święta. Mam nadzieję, że jak najdłużej, zobaczymy ile wolnego dostaniemy.


Święta to też taki czas, w których obdarowujemy bliskich. Czy uważasz, że dobry z ciebie Mikołaj? Nie masz problemu z wyborem prezentów?

– Z tego, co mówi zawsze moja żona, bardzo często udaje mi się zaskoczyć ją prezentem, więc myślę, że jestem niezłym Mikołajem.


Być może jedną z prezentowych propozycji mógłby stać się jakiś voucher do Escape Roomu, a w tej dziedzinie chyba jesteś specjalistą.

– Można tak powiedzieć. Chociaż siebie tym voucherem nie zaskoczymy, bo tak czy siak wchodzimy tam razem.


Ale jeśli miałby być to prezent dla innych?

– Wtedy tak. Myślę, że jest to fajna forma spędzenia wolnego czasu, wymagająca troszkę pomyślunku, uśmiechu i zabawy. Na pewno każdemu mogę ją zarekomendować, pewnie w każdym większym mieście znaleźć można taką formę rozrywki. Bardzo mocno polecam przekonanie się na własnej skórze jak jest to ciekawe i odkrycie, że naprawdę wciąga.

 

Rozmawiała Małgorzata Kilijanek

Fot. Małgorzata Kilijanek

(Nie ma ocen)
Loading...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *