PlusLiga: Bełchatowianie zdobyli katowicki Spodek

25.kolejka PlusLigi rozpoczęła się w katowickim Spodku, gdzie GKS podjął wicemistrzów Polski, PGE Skrę Bełchatów. Choć podbudowani ostatnim zwycięstwem z ZAKSĄ gospodarze starali się dotrzymać kroku wyżej notowanej drużynie, udało się to jedynie w drugim secie. Bełchatowianie zdominowali końcowe fragmenty poszczególnych partii, dzięki czemu wywiozą z Katowic trzy punkty. 

Mecz rozpoczął się lepiej dla gospodarzy, którzy po dwóch błędach Skry i udanej kontrze zdobyli trzypunktową przewagę (3:0). Katowiczanie utrzymywali nieco mniejsze, bo dwupunktowe prowadzenie (6:4) przez dłuższy fragment gry, jednak błąd Karola Butryna w ataku pozwolił przyjezdnym wyrównać wynik (6:6). Początek spotkania nie należał do atakujących – w aut zaatakował również Mariusz Wlazły, przez co GKS ponownie miał dwa oczka więcej na swoim koncie. Na tablicy wyników po raz kolejny pojawił się remis po dłuższej akcji, która zakończyła się blokiem bełchatowian na Gonzalo Quirodze (8:8), a kolejna zacięta wymiana, którą kiwką zakończył Wlazły, wyprowadziła przyjezdnych na prowadzenie (9:8). Od tego momentu gra toczyła się punkt za punkt, od błędu Nikolaya Pencheva z minimalną przewagą katowiczan (13:12). Świetna zagrywka Emanuela Kohuta ponownie wyprowadziła GKS na jednopunktowe prowadzenie (16:15), które gospodarze powiększyli po punktowym bloku Pawła Pietraszko (18:16). Choć katowiczanie mieli szansę na ponowne zwiększenie przewagi, świetnie na siatce popracował Patryk Czarnowski (19:18), a w kolejnej akcji Butryna zatrzymał Milad Ebadipour (19:19). Niedokładne przyjęcie i brak skuteczności gospodarzy pozwolił bełchatowianom wyjść na prowadzenie (19:20), co zmusiła Piotra Gruszkę do wzięcia czasu. Skuteczny atak Serhij Kapelusa pozwolił gospodarzom uciec z niewygodnego ustawienia (20:20), jednak gdy w kolejnej akcji na zagrywce pojawił się Grzegorz Łomacz, skutecznością w tym elemencie pomógł swojej drużynie wyjść na trzypunktowe prowadzenie (20:23). Tych strat katowiczanom nie udało się odrobić.

Druga partia, w przeciwieństwie do seta otwarcia, rozpoczęła się od wyrównanej gry (5:5). Gospodarzom udało się przełamać bełchatowian po efektownym bloku Butryna na Wlazłym (6:5), jednak chwilę później na tablicy wyników ponownie widniał remis (6:6). Katowiczanom udało się powiększyć prowadzenie dopiero przy zagrywce atakującego, który najpierw zapunktował w tym elemencie (10:8), a później umożliwił Marcinowi Komendzie wykonanie punktowego bloku (11:8). Siatkarze GKS-u powiększyli prowadzenie po udanej kontrze w wykonaniu Kapelusa (12:8), jednak w kolejnej akcji przejście dał bełchatowianom skuteczny atak Karola Kłosa (12:9). Gospodarze utrzymywali dystans punktowy, który nieco zmniejszył się po bloku Czarnowskiego na Butrynie (13:11). Katowiczanie wrócili do czterech oczek przewagi po autowym ataku środkowego bełchatowian (15:11). Warto odnotować, że po stronie Skry po przekątnej z powracającym po kontuzji Grzegorzem Łomaczem grał Srećko Lisinac – nominalny środkowy bełchatowskiego zespołu. Przyjezdni ponownie zbliżyli się na dwa punkty do podopiecznych Piotra Gruszki przy świetnej zagrywce Łomacza (18:16), przez co trener gospodarzy wziął czas. Po powrocie na boisko w katowickiej drużynie doszło do nieporozumienia, którego ofiarą stał się Quiroga – po nieudanym ataku z drugiej linii zmienił go Rafał Sobański (18:17). Kolejne dwa błędy katowiczan na siatce pozwoliły Skrze całkowicie zniwelować straty, a nawet wyjść na jednopunktowe prowadzenie (18:19). W obliczu tej sytuacji Piotr Gruszka dokonał podwójnej zmiany – na boisku pojawili się Dominik Witczak Grzegorz Fijałek. Na minimalne prowadzenie wyprowadził gospodarzy blok Pietraszko (22:21), jednak gra wciąż była bardzo wyrównana (22:22). Błąd Sobańskiego dał przyjezdnym 23 punkt i, choć katowiczanie wyrównali wynik (23:23), to Skra jako pierwsza miała piłkę setową (23:24), którą podopieczni Roberto Piazzy wykorzystali, kończąc przechodzącą piłkę.

W pierwszych akcjach po dziesięciominutowej przerwie to bełchatowianie prezentowali się lepiej (2:4) – ewentualny brak skuteczności w ataku naprawiali świetną grą w bloku (3:5). Gospodarze zdołali wyrównać wynik po zatrzymaniu Pencheva (6:6), jednak po udanej wideoweryfikacji przyjezdni szybko zrobili przejście, a w kolejnych akcjach powiększyli prowadzenie po błędach Sobańsiego i Witczaka (6:9). Gdy na prawym ataku zablokowany został Witczak, na boisku ponownie w miejsce Komendy pojawił się Fijałek (7:10).  Po udanej kontrze z lewej flanki GKS nawiązał kontakt punktowy (9:10), jednak niezawodny Lisinac, atakując ze środka, pozwolił bełchatowianom uciec z niewygodnego ustawienia (9:11). As serwisowy Pawła Pietraszko ponownie dał katowiczanom zbliżyć się do siatkarzy z Bełchatowa na jeden punkt (11:12), jednak podopieczni Roberto Piazzy szybko zwiększyli dystans punktowy, między innymi dzięki skutecznej zagrywce Ebadipoura (12:16). Mimo ambitnej gry w obronie gospodarzy, dłuższą wymianę punktowym blokiem zakończył Srećko Lisinac (14:18), a kolejne trzy punkty bełchatowian zdobyte przy zagrywce Łomacza sprawiły, że sytuacja katowiczan stała się naprawdę trudna (14:21). Przez brak skuteczności w ataku i błędy własne gospodarzom nie udało się odrobić tak ogromnych strat, przez co to bełchatowianie sięgnęli po trzy punkty w piątkowym meczu.

 

GKS Katowice – PGE Skra Bełchatów 0:3
(20:25, 23:25, 18:25)

MVP: Grzegorz Łomacz

 

Składy drużyn: 

GKS Katowice: Krulicki, Stańczak (L), Witczak, Komenda, Butryn, Kapelus, Kalembka, Pietraszko, Fijałek, Kohut, Mariański (L), Stelmach, Sobański, Quiroga
PGE Skra Bełchatów: Lisinać, Wlazły, Janusz, Kłos, Bednorz, Katić, Czarnowski, Ebadipour, Romać, Nedeljković, Łomacz, Piechocki (L), Penchev, Milczarek (L)

 

Źródło: inf.własna
Fot.: M-volley.pl

(Nie ma ocen)
Loading...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *