PlusLiga: Bełchatowianie po pięciosetowym meczu zdobyli Podpromie

Mecz na szczycie w Rzeszowie rozpoczął się od świetnej gry gospodarzy, którzy zdominowali przyjezdnych na siatce, przewyższając ich w skuteczności ataku oraz bloku. To pozwoliło rzeszowianom wypracować wysoką, sześciopunktową przewagę (21:15), którą jednak roztrwonili. Bełchatowianie, zmotywowani efektowną obroną kapitana, Mariusza Wlazłego, i jego skutecznym atakiem, zaczęli odrabiać straty. Siatkarze Skry ostrzeliwali podopiecznych Andrzeja Kowala niezwykle trudną zagrywką, co przyniosło zamierzony efekt – przyjezdni najpierw odrobili straty, a później wyszli na prowadzenie i jako pierwsi mieli piłkę setową (23:24). W polu serwisowym świetnie spisał się Nikolay Penchev, którego dobra zagrywka spowodowała błąd Mateusza Masłowskiego w defensywie i dała bełchatowianom prowadzenie w meczu. 

Gospodarze, mimo ogromnego przestoju w secie otwarcia, wrócili na boisko z jeszcze większą determinacją, co pozwoliło im wypracować przewagę na początku drugiej partii. Na zagrywce szalał Thibault Rossard – Francuz posyłał w kierunku bełchatowskich przyjmujących niezwykle trudne do przyjęcia serwisy, których prędkość oscylowała w okolicy 120 km/h. Świetna dyspozycja w polu zagrywki francuskiego przyjmującego i jego kolegów zaowocowała równie skuteczną grą w bloku. Bełchatowianie, jeśli już zdołali utrzymać piłkę w grze, nie umieli się przebić na drugą stronę siatki. Dzięki temu gospodarze bez większych problemów wygrali drugą partię, którą asem serwisowym zakończył Rossard. 

Trzeci set różnił się od poprzednich – po dziesięciominutowej przerwie na początku tej partii lepiej prezentowali się przyjezdni (1:4). Sytuacja często jednak ulegała zmianie – w środkowej części seta na prowadzenie, po świetnej grze w bloku, wyszli gospodarze (12:10), by chwilę później stracić przewagę przy świetnej zagrywce Bartosza Bednorza (12:13). Rzeszowianie rozpoczęli odrabianie strat, do czego z pewnością przyczynił się punktowy blok Marcina Możdżonka na Miladzie Ebadipourze (16:13). Skrzydłowi Skry poprawili jednak swoją skuteczność, a pasywny blok pozwolił im wyprowadzić skuteczne kontry, co ponownie pozwoliło bełchatowianom odrobić straty (17:16). Od tego momentu gra była niezwykle wyrównana – wynik oscylował w okolicy remisu z minimalną przewagą rzeszowian (20:19) aż do skutecznego bloku Bednorza na Jakubie Jaroszu (20:21). Gdy Wlazły dołożył punkt z zagrywki (20:22), wydawało się, że to przyjezdni wyjdą na prowadzenie w spotkaniu. Na szczęście dla gospodarzy, przyjmujący Resovii postanowili wziąć sprawy w swoje ręce – kolejny punkt z zagrywki dopisał do swojego konta Rossard (22:22), a dwa ataki w trudnych sytuacjach na kontrze Aleksandra Śliwki zapewniły rzeszowianom wygraną w wyrównanej końcówce trzeciej partii.

Początek kolejnego seta, jak w pierwszych dwóch, został zdominowany przez gospodarzy. Bełchatowianie zaczęli popełniać błędy własne – ataki w aut Bednorza i w siatkę Wlazłego dały podopiecznym Andrzeja Kowala cztery oczka przewagi w środkowej części seta (8:12). Rzeszowianie utrzymali dystans punktowy do zdobycia szesnastego oczka (16:12). Po tej akcji nieco stracili skuteczność w ataku, dzięki czemu bełchatowianie nie tylko zablokowali Jochena Schopsa, ale i wyprowadzili kontrataki, które pozwoliły im nawiązać kontakt punktowy. Po kontrowersyjnej ocenie odbicia Śliwki jako piłki podwójnej, Skra wyrównała wynik (19:19). W końcówce świetnie zagrał Thibault Rossard, który najpierw skończył sytuacyjną piłkę po niedokładnym przyjęciu (20:19), a później wykorzystał kontratak (22:20). Choć na tablicy wyników widniały już trzy punkty przewagi gospodarzy (23:20), trener przyjezdnych zweryfikował decyzję sędziów, dzięki czemu Skra ponownie nawiązała kontakt punktowy (22:21). Gdy Dawid Dryja nie skończył ataku, sytuację wykorzystał kapitan żółto-czarnych, doprowadzając do remisu (23:23). Choć rzeszowianie mieli piłkę meczową (24:23), nie zdołali zakończyć tego seta, co z kolei świetną zagrywką zrobił Nikolay Penchev. 

Bułgarski przyjmujący, jak skończył poprzednią partię, tak rozpoczął kolejną – od asa serwisowego. Błąd środkowego gospodarzy w ataku, brak skuteczności Śliwki z lewej flanki i blok na Schopsie tylko pogorszyły sytuację Resovii, której trener był zmuszony do wzięcia czasu (1:4). Świetna zagrywka niewidocznego do tej pory Srecko Lisinaca zaowocowała kolejnymi dwoma blokami – kolejno na Śliwce i Schoepsie (1:6). Przejście dał gospodarzom atak polskiego przyjmującego, jednak przed zmianą stron niewiele z punktowej straty udało się odrobić rzeszowianom (3:8). W międzyczasie na boisko wrócił Jakub Jarosz, którego powrót nieco poprawił grę podopiecznych Andrzeja Kowala, jednak nie na wiele się to zdało. Rzeszowianom nie udało się odrobić strat z początku decydującego seta, przez co, choć mieli wszystkie argumenty, by sięgnąć w sobotnim meczu po zwycięstwo, muszą zadowolić się jednym punktem.

 

Asseco Resovia Rzeszów PGE Skra Bełchatów 2:3
(23:25, 25:15, 26:24, 24:26, 10:15)

MVP: Mariusz Wlazły

 

Składy drużyn:

Asseco Resovia Rzeszów: Kędzierski, Rusek (L), Tichacek, Depowski, Jarosz, Rossard, Shops, Śliwka, Perłowski, Masłowski (L), Możdżonek, Dryja 
PGE Skra Bełchatów: Lisinac, Wlazły, Nowak, Janusz, Kłos, Bednorz, Piechocki (L), Romać, Ebadipour, Czarnowski, Nedeljković, Milczarek (L), Penchev  

 

Źródło: inf.własna/plusliga.pl
Fot.: M-volley.pl

(Nie ma ocen)
Loading...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *