PlusLiga: Podopieczni Andrzeja Kowala coraz bliżej awansu do fazy play-off

Choć na początku sezonu starcie MKS-u Będzin z Asseco Resovią Rzeszów nie wzbudziłoby większego zainteresowania, w końcówce rundy zasadniczej stawką każdego meczu rzeszowian jest awans do fazy play-off. W hali w Sosnowcu spotkały się więc dwie drużyny, które walczą o skrajnie różne cele – gospodarze wciąż liczą na uniknięcie spotkań barażowych o pozostanie w PlusLidze, natomiast podopieczni Andrzeja Kowala korespondencyjnie walczą z Indykpolem AZS-em Olsztyn i Jastrzębskim Węglem o pierwszą szóstkę. Mimo, że rzeszowianie wywiozą z Zagłębia trzy punkty, w niedzielnym spotkaniu nie brakowało emocji.

Spotkanie rozpoczęło się od autowego ataku Aleksandra Śliwki, jednak przyjezdni już w kolejnych trzech akcjach zdołali wyjść na prowadzenie dzięki świetnej zagrywce i grze w bloku (1:3). Skuteczny atak Rafaela Araujo i jego atomowy serwis, po którym błąd w przyjęciu popełnił Paweł Rusek, pozwoliły MKS-owi wyrównać wynik (3:3). Gospodarze zbudowali przewagę trzech punktów, co zmusiło Andrzeja Kowala do wzięcia czasu (7:4). Przyjezdni co prawda zdołali zrobić przejście, jednak nie zmieniło to ogólnego obrazu gry Resovii. Marcin Waliński, dokładając punkt z zagrywki, zwiększył przewagę swojej drużyny do czterech oczek i ten dystans punktowy utrzymywał się przez dłuższy czas (12:8). Trener przyjezdnych zareagował na brak dokładności Ruska i na boisku pojawił się Mateusz Masłowski, jednak nie pomogło to rzeszowianom w odrabianiu strat, które się systematycznie powiększały (14:9). Zła sytuacja drużyny z Rzeszowa zmusiła ich szkoleniowca do wzięcia drugiej przerwy na żądanie, co jednak nie przyniosło zamierzonych skutków – przyjezdni wciąż nie potrafili przełamać siatkarzy MKS-u w pierwszej akcji (18:13). Przewaga gospodarzy stopniała dopiero po błędzie Walińskiego w ataku, jednak wciąż była wyraźna (18:15). Choć Thibault Rossard maksymalnie utrudnił będzinianom przyjęcie, jego koledzy nie zdołali tego wykorzystać w kontrataku, przez co to gospodarze rozstrzygnęli na swoją korzyść dłuższą wymianę (19:16). Podopieczni Andrzeja Kowala nawiązali kontakt punktowy dzięki udanej kontrze po nieskutecznej kiwce Jonaha Seifa (22:21), jednak w następnej akcji kolejnym atakiem popisał się Waliński (23:21), który zapewnił swojej drużynie piłkę setową (24:22). Kroku nie dotrzymał koledze Araujo – najpierw zaatakował w aut, a później został zablokowany (24:25). Na boisku pojawił się Łukasz Kozub, który już w pierwszej akacji świetnie rozegrał na lewe skrzydło (25:25). Kolejną piłkę na skończenie seta dał będzinianom skuteczny serwis Bartłomieja Grzechnika (26:25), a pierwszą partię zakończył  równie dobrą zagrywką Araujo.

Rozjuszeni porażką przyjezdni rozpoczęli kolejną partię od prowadzenia (0:2), które jednak szybko stracili na rzecz gospodarzy – MKS blokował niemal każdą akcję przeciwników (3:2). Rzeszowianie zdołali wyprowadzić kontrę, którą na potrójnym bloku wykorzystał Śliwka (3:4). Argentyńskiemu atakującemu gospodarzy wciąż nie brakowało mocy w zagrywce, co na własnych rękach odczuł Masłowski (5:4). Od tego momentu gra toczyła się punkt za punkt z minimalną przewagą gospodarzy (7:6), aż na zagrywce pojawił się Jakub Jarosz – atakujący najpierw popisał się asem serwisowym, a później wykorzystał kontratak (7:9). Gdy błąd popełnił Araujo, trener gospodarzy poprosił o przerwę (7:10), która jednak nie pomogła jego podopiecznym – w kolejnej akcji Grzechnik został zablokowany przez Dryję (7:11). Będzinianie nawiązali kontakt punktowy dzięki efektownej grze w obronie, co pozwoliło im przełamać pierwszą akcję przyjezdnych. Świetnym rozegraniem na pojedynczy blok popisał się Kozub, który zmienił Seifa w końcówce poprzedniej partii (11:12). Michał Kędzierski, prowadzący grę Resovii od początku spotkania, utrudnił przyjęcie będzinianom, którzy popełnili błąd w tym elemencie (12:15). Siatkarze MKS-u ponownie zminimalizowali dystans punktowy (14:15), jednak nie udało im się pójść za ciosem i przy zagrywce Barthelemy Chinenyeze rzeszowianie wrócili do pewnego prowadzenia (15:19). Dwa bloki na Rossardzie dały będzinianom dziewiętnasty punkt i pozwoliły im nawiązać kontakt punktowy (19:20), jednak gospodarze ponownie nie wykorzystali okazji na doprowadzenie do remisu po nieskutecznym ataku Śliwki (19:21). Co nie udało się w tej akcji, udało się w następnej – przez fantastyczną grę na bloku i w obronie oraz brak skuteczności rzeszowian, będzinianie wyrównali wynik (21:21) i w sosnowieckiej hali pojawiły się prawdziwe emocje. Atak polskiego przyjmującego dał Resovii dwa oczka straconej wcześniej przewagi (21:23), a do piłki setowej gości doprowadził punkt zdobyty przez Jarosza. Drugą partię zakończył Aleksander Śliwka.

Już początek trzeciej partii pokazał, że walka o zwycięstwo wciąż będzie bardzo wyrównana (4:4), jednak to rzeszowianie jako pierwsi zdołali wypracować minimalną przewagę (4:6). Przyjezdni stracili całe prowadzenie po fatalnej wystawie Lucasa Tichacka (6:6), który w kolejnej akcji nie popisał się również w polu serwisowym. Od tego momentu na tablicy wyników wciąż widniał remis lub minimalna przewaga przyjezdnych (9:10). Rzeszowianom udało się ją powiększyć przy zagrywce Jarosza (9:11), jednak kolejne dwie akcje należały do gospodarzy – najpierw atakujący Resovii zepsuł zagrywkę, a później zablokowany został Dryja (11:11). Podopieczni Andrzeja Kowala wrócili do dwupunktowego prowadzenia (13:15), co zmusiło trenera MKS-u do wzięcia czasu. Po przerwie na żądanie szkoleniowca gospodarzy Rafael Araujo popełnił błąd w ataku, zablokowany został Jakub Peszko (13:17), a blokujący MKS-u dotknęli siatki, przez co przewaga przyjezdnych wzrosła do pięciu oczek (13:18). Gdy mocny punkt będzińskiego zespołu, Marcin Waliński, opuścił boisko z powodu problemów zdrowotnych, jasnym stało się, że odrobienie strat nie będzie łatwe dla gospodarzy (14:20). MKS zmniejszył jednak dystans punktowy, dzięki wykorzystanej przez Grzechnika przechodzącej piłce po zagrywce Seifa, który od początku trzeciej partii prowadził grę będzinian (17:21). Trzecia partia zakończyła się pewnym zwycięstwem przyjezdnych, którzy wyszli na prowadzenie w całym meczu. 

Czwarty set rozpoczął się lepiej dla przyjezdnych, którzy szybko wypracowali trzypunktowe prowadzenie (2:5). Do czterech oczek powiększył je Rossard, który słabą grę w ataku zrekompensował swojej drużynie asem serwisowym (2:6). Ten dystans punktowy utrzymywał się do momentu, w którym zaczął zagrywać Chinenyeze – podopieczni Andrzeja Kowala wykorzystali w tym ustawieniu nieskuteczny atak Araujo i powiększyli przewagę do pięciu oczek (6:11). Gdy Śliwka, po kolejnym efektownym serwisie Rossarda, skończył kontratak na potrójnym bloku, trener gospodarzy poprosił o czas (8:14). Kwintesencją bezradności będzinian na siatce był blok polskiego przyjmującego rzeszowian na atakującym gospodarzy, który dał przyjezdnym siedem punktów przewagi (10:17). Siatkarze MKS-u nieco zmniejszyli straty dzięki zagrywce Seifa (12:17), jednak nie na wiele się to zdało – rzeszowianie już do końca meczu nie stracili koncentracji, dzięki czemu sięgnęli po niezwykle cenne trzy punkty.

 

MKS Będzin – Asseco Resovia Rzeszów 1:3
(28:26, 23:25, 19:25, 16:25)

MVP: Jakub Jarosz

 

Składy drużyn:

MKS Będzin: Waliński, Kozub, Ratajczak,Klobucar, Kowalski, Seif, Grzechnik, Potera (L), Peszko, Faryna, Yordanov, Gregorowicz, Araujo
Asseco Resovia Rzeszów: Kędzierski, Rusek (L), Lemański, Tichacek, Depowski, Jarosz, Krastins, Rossard, Schops, Śliwka, Perłowski, Masłowski (L), Chinenyeze, Dryja

 

Źródło: inf.własna
Fot.: M-volley.pl

(Nie ma ocen)
Loading...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *