Sam Deroo dla M-volley: Gram swoją najlepszą siatkówkę wtedy, kiedy spoczywa na mnie duża odpowiedzialność za zespół

Przyjmujący ZAKSY Kędzierzyn-Koźle i reprezentacji Belgii, Sam Deroo, w rozmowie z naszym portalem opowiedział o wtorkowym meczu z GKS-em Katowice, zbliżających się wyzwaniach, wspomnieniach związanych z katowickim Spodkiem i zdradził nam, dlaczego bał się o swojego kolegę Benjamina Toniuttiego.

Magdalena Kwaśniok, M-volley.pl: W meczu z GKS-em Katowice odnieśliście niezwykle jednostronne zwycięstwo. Co pozwoliło wam zdominować gospodarzy?
Sam Deroo, ZAKSA Kędzierzyn-Koźle: Byliśmy świetnie przygotowani do tego spotkania pod względem fizycznym, ale przede wszystkim mentalnym – od początku do końca zachowaliśmy pełne skupienie. W meczu z katowiczanami świetnie wyglądaliśmy również od strony technicznej i od początku narzuciliśmy im własny styl gry, przez co gospodarze popełniali wiele błędów. Wydaje mi się, że główną przyczyną naszego zwycięstwa był wysoki poziom, jaki zaprezentowaliśmy, a któremu nie potrafili dorównać siatkarze GKS-u.

Mecz w Katowicach należał do tych łatwiejszych, jednak już niedługo zmierzycie się z najlepszymi klubowymi zespołami na świecie. Trudno będzie pogodzić ze sobą udział w paru rozgrywkach?
Z pewnością Klubowe Mistrzostwa Świata same w sobie będą dla nas trudnym turniejem – w końcu biorą w nich udział prawdopodobnie najlepsze zespoły na świecie, a przynajmniej jak wskazuje nazwa, powinno tak być. Udział w takim turnieju będzie dla nas niesamowitym przeżyciem i myślę, że powinniśmy to rozpatrywać w tych kategoriach. Mam nadzieję, że jak dzisiaj, zaprezentujemy własny styl gry i być może dzięki temu uda nam się odnieść parę zwycięstw, a nawet powalczyć o medale. Przed samymi Mistrzostwami Świata mamy jeszcze do rozegrania parę meczów ligowych, zaczyna się również Liga Mistrzów, w której mamy spore szanse na awans. Faktycznie, przed nami dużo grania i wiele wyzwań. Najważniejsze jest to, by w drużynie obyło się bez żadnych problemów zdrowotnych.

Wracając jeszcze do Klubowych Mistrzostw Świata, którego z rywali najbardziej się pan obawia?
To trudne pytanie, ale mam nadzieję, że możemy się postawić każdej z tych drużyn i dotrzeć do półfinału, co jest moim osobistym celem. Oczywiście, chciałbym zdobyć medal, jednak jestem świadomy tego, z kim przyjdzie nam się zmierzyć już w fazie grupowej. Sada Cruzeiro i Cucine Lube Civitanova to uznane na świecie marki. Jeśli chodzi o irańską drużynę, Sarmayeh Bank Volleyball Club, muszę przyznać, że nie śledzę jej poczynań, ale wiem, że grają w niej świetni siatkarze.

W tym sezonie PlusLigi zagraliście już jedenaście spotkań, z których nie przegraliście żadnego. Macie jakiś sekretny patent na utrzymanie formy?
Zgadza się, nie odnieśliśmy jeszcze żadnej porażki… Może poza SuperPucharem Polski, który dla mnie i tak był bezsensowny. (śmiech) Poprzednie rozgrywki ligowe zakończyliśmy na pierwszym miejscu i zdobyliśmy krajowy puchar, więc nie bardzo rozumiem, na jakich zasadach został rozegrany ten mecz. Wracając jednak do samej PlusLigi, cieszy nas to, że jesteśmy niezwykle stabilną drużyną. Za nami świetny początek sezonu, jednak pozostałe zespoły wciąż poprawiają poziom swojej gry i z pewnością nie możemy myśleć, że mistrzostwo mamy w kieszeni. Oczywiście, naszym celem jest złoty medal, jednak najtrudniejsze mecze w PlusLidze wciąż są przed nami.

Od początku sezonu utrzymuje pan bardzo wysoką formę, co łączy się z większymi oczekiwaniami kibiców wobec pańskiej gry. Jak pan sobie radzi z tą presją?
Nie uważam tego za żadną presję. W zasadzie właśnie dlatego kocham grać w Polsce – w Kędzierzynie zawsze czujemy ogrom wsparcia, które dają nam nasi kibice. Wydaje mi się, że moment, w którym wspomniane wcześniej wsparcie staje się dla ciebie pewnego rodzaju presją i zaczyna cię stresować, nie jest dobry dla żadnego sportowca, bo to jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakie mogą się przytrafić. Granie dla polskiej publiczności jest najlepszym przykładem na to, ile pozytywnej energii i motywacji mogą dostarczyć kibice. Myślę, że to był jeden z powodów, dla których, mimo trudów sezonu reprezentacyjnego, po powrocie do Kędzierzyna byłem gotowy do gry i wciąż czuję się świetnie. Choć zdarzają mi się małe problemy zdrowotne związane ze zmęczeniem, mamy w klubie świetny sztab medyczny, który potrafi sobie radzić z tymi komplikacjami.

Jest pan młodym siatkarzem, jednak już stanowi o sile reprezentacji i klubu. Przywykł pan już do tej odpowiedzialności?
Od najmłodszych lat grałem w drużynach, w których byłem jednym z filarów zespołu, co pozwoliło mi dojrzeć. Prawie od zawsze dostawałem wiele trudnych piłek, często w stresujących momentach, dzięki czemu rozwinąłem się mentalnie i muszę przyznać, że właśnie to uwielbiam. Gram swoją najlepszą siatkówkę tylko wtedy, kiedy spoczywa na mnie duża odpowiedzialność za zespół.

Mecz z GKS-em Katowice rozegraliście w Spodku. Miło było wrócić do tej hali po takim sezonie reprezentacyjnym?
Oczywiście! Z tą halą wiąże się dużo moich pozytywnych wspomnień. Zagrałem tutaj parę meczów wartych zapamiętania, a poza tym Spodek sam w sobie jest świetną halą. Czasem trudno jest się przyzwyczaić do dużych obiektów, ale ten jest wyjątkiem – od pierwszego treningu z drużyną narodową wiedziałem, że polubię tę halę. Bardzo się cieszyłem, że tu zagramy, choć bałem się nieco o naszego kolegę rozgrywającego. (śmiech) Benjamin zawsze przegrywa tu ważne mecze, ale wreszcie się przełamał i jakiś wygrał, z czego bardzo się cieszę. (śmiech)

Nawiązując do spotkań rozgrywanych przez pana w Spodku, zakończone we wrześniu mistrzostwa Europy dla reprezentacji Belgii były sukcesem czy rozczarowaniem?
Jeśli spojrzymy całościowo, oczywiście sukcesem. Problem jest w tym, że gdy docierasz do półfinału, a potem masz okazję walczyć o brązowy medal, chcesz skończyć turniej z tym medalem na szyi. W tamtym momencie byłem naprawdę wkurzony. Po tak trudnym dla nas lecie, końcówka turnieju była dla nas nagrodą i myślę, że ciężką pracą zasłużyliśmy na to, w którym miejscu się znaleźliśmy. Tak więc w momencie zakończenia mistrzostw Europy było to dla nas rozczarowanie, ale patrząc ogólnie, trzeba przyznać, że osiągnęliśmy sukces.

W obliczu ostatnich doniesień medialnych nie mogę nie zapytać o pana opinię na temat decyzji podjętej przez Vitala Heynena…
Przepraszam, ale w tym momencie nie chcę komentować tej sprawy. Wciąż pojawiają się nowe plotki, a ja w pierwszej kolejności chciałbym się zapoznać z oficjalnymi informacjami każdej ze stron.

Rozmawiała Magdalena Kwaśniok
Fot.: M-volley.pl

(Nie ma ocen)
Loading...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *