Sharone Vernon-Evans dla M-volley: Trzeba ponieść dużo porażek, by móc raz wygrać

Reprezentacja Kanady w ramach kolejnego etapu przygotowań do mistrzostw świata wzięła udział w Memoriale Huberta Jerzego Wagnera. Po starciu podopiecznych Stephana Antigi z Rosjanami porozmawialiśmy z atakującym kanadyjskiej drużyny, Sharonem Vernonem-Evansem, który skomentował przebieg spotkania i opowiedział o tym, jakie nastroje panują w jego drużynie na dwa tygodnie przed startem docelowej imprezy sezonu. 


Magdalena Kwaśniok, M-volley: Choć ostatecznie nie udało wam się odnieść zwycięstwa w meczu z rosyjskim zespołem, zdołaliście niemal całkowicie zmienić obraz waszej gry. Co zmieniło się po dziesięciominutowej przerwie?

Sharone Vernon-Evans, reprezentacja Kanady: Po porażce w drugim secie najzwyczajniej w świecie pomyśleliśmy, że nie możemy oddać meczu z Rosjanami bez żadnej walki, dzięki czemu wróciliśmy do gry z ogromną ilością energii i zaangażowania. Na boisku pozostali rezerwowi, którzy poprawili jakość całego zespołu, nie tylko pod względem umiejętności siatkarskich, ale też, a może przede wszystkim, mentalnie. Gdy tylko zaczęliśmy wygrywać kolejne akcje, nakręciliśmy się, a ten entuzjazm zdecydowanie ułatwił nam grę. Ostatecznie nasze starcie z rosyjską drużyną było naprawdę dobrym widowiskiem i jesteśmy dumni z tego, że walczyliśmy w nim do samego końca – to bardzo dobry prognostyk przed mistrzostwami świata, które są głównym celem każdej z drużyn, biorących udział w tym turnieju.

Jeśli chodzi o grę indywidualną, również masz powody do zadowolenia. Dobry występ w starciu z takim przeciwnikiem zwiększa pewność siebie?
Zdecydowanie. Minęło dużo czasu od mojego ostatniego meczu w reprezentacyjnych barwach, więc spotkania na tym turnieju są dla mnie bardzo ważne. W starciu z reprezentacją Polski również dość długo przebywałem na boisku i zaprezentowałem się z dobrej strony, co mnie bardzo cieszy… Choć oczywiście nie tak bardzo jak to, że znowu mogę przebywać z reprezentacyjnymi kolegami, z którymi gra mi się świetnie.

Za wami dwa przegrane mecze, więc jako drużyna, Memoriału Wagnera nie możecie zaliczyć do specjalnie udanych. Czy to wpłynie negatywnie na morale drużyny?
Absolutnie nie. Trzeba ponieść dużo porażek, by móc raz wygrać i wydaje mi się, że to podejście całego mojego zespołu. Z każdego przegranego meczu wyciągamy wiele wniosków, które pomagają nam wyeliminować konkretne błędy w przyszłości i, przede wszystkim, wszystkie porażki motywują nas do dalszej pracy. Najważniejsza jest dla mnie walka; bez względu na to, jaki rezultat widnieje na tablicy wyników na początku czy pod koniec spotkania.

Czym jest dla was ten turniej? Szansą na trening czy możliwością sprawdzenia, w jakim momencie przygotowań jesteście?
Myślę, że obie odpowiedzi są poprawne. Z jednej strony to niemal ostatni moment na poprawę rzeczy, które nie wyglądają w naszej grze tak, jak byśmy tego chcieli. Żeby to zrobić, musimy jednak sprawdzić, co możemy zrobić lepiej, a sparingi z takimi przeciwnikami są do tego idealne. Żaden z zespołów nie ukrywa, że wszystkie dotychczasowe mecze to tylko rozgrzewka przed mistrzostwami świata i dla nas również jest to główny cel sezonu. Nasz zespół dotknęła mała plaga kontuzji, co nie jest tajemnicą, jednak mam nadzieję, że przez te dwa tygodnie zdążymy się przygotować do turnieju.

W Krakowie jest również reprezentacja Francji, z którą zmierzycie się już w fazie grupowej mistrzostw świata. Mecz z Trójkolorowymi jest dla was najważniejszym spotkaniem Memoriału?
Oczywiście! Przed tak ważną imprezą musisz pokazać przeciwnikom, że jesteś gotowy do walki i zwycięstwa. Dodatkowym smaczkiem w ostatnim meczu turnieju jest fakt, że po przeciwnej stronie siatki stanie mój klubowy kolega, Antoine Brizard…

Czyli to dla ciebie bardziej personalna walka? (śmiech)
Zdecydowanie. (śmiech) Wracając jednak do całego zespołu, uwielbiamy grać przeciwko reprezentacji Francji; to świetni siatkarze, którzy grają miłą dla oka siatkówkę, więc są idealnym partnerem do sparingów.

Trudno jest wejść do drużyny narodowej w tak młodym wieku i ciągle być najmłodszym w zespole?
W zasadzie na co dzień tego nie odczuwam, gdyż każdy z kolegów dobrze mnie traktuje i wszyscy są bardzo pomocni. Być może w zeszłym roku faktycznie przeżyłem lekki szok – miałem dziewiętnaście lat, a na boisku przebywałem z uznanymi na świecie siatkarzami. Każdy z moich kolegów wykazał się jednak ogromną cierpliwością; poświęcili wiele czasu, by mnie wprowadzić w seniorską siatkówkę. Oczywiście zwracali uwagę na to, co robiłem źle, natomiast za każdym razem mówili, że mam się tym nie przejmować – błędy to część naszej pracy. Wszyscy koledzy wręcz nakłaniali mnie do tego, bym podejmował ryzyko, za co mogę im jedynie podziękować.

 

Rozmawiała Magdalena Kwaśniok 
Fot.: M-volley.pl

(Nie ma ocen)
Loading...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *