Srećko Lisinac dla M-volley: Emocje na boisku to normalna rzecz

Środkowy PGE Skry Bełchatów, Srećko Lisinac, w rozmowie z naszym portalem opowiedział o piątkowym meczu z GKS-em Katowice, sytuacji bełchatowian w tegorocznych rozgrywkach oraz zdradził nam, jak się czuje na prawym skrzydle i czy wystąpi po przekątnej z rozgrywającym w zbliżających się meczach.

 

Magdalena Kwaśniok, M-volley.pl: W Katowicach zwyciężyliście w trzech setach, jednak to z pewnością nie był łatwy mecz. Jak to wyglądało z perspektywy boiska?
Srećko Lisinac, PGE Skra Bełchatów: Można powiedzieć, że tak samo. Gospodarze grali bardzo dobrze, przez co w paru momentach mieliśmy dwu, a nawet trzypunktową stratę. Na szczęście jednak w kluczowych fragmentach poszczególnych setów poprawiliśmy swoją grę i okazaliśmy się lepsi niż siatkarze GKS-u, z czego możemy się cieszyć.

Co ostatecznie zaważyło na wygranej? Jest jakiś element, który wyróżniłby pan jako waszą największą zaletę?
Myślę, że nasze przyjęcie było dzisiaj bardzo dobre; moi koledzy większość piłek dogrywali w punkt, co pozwoliło naszym rozgrywającym prowadzić urozmaiconą grę na siatce. To z kolei przełożyło się na naszą skuteczność w ataku.

Aktualnie zajmujecie drugie miejsce w tabeli, jednak punktowo goni was ONICO Warszawa. Czujecie na sobie związaną z tym presję?
Nie czujemy, że musimy wygrywać tylko dlatego, że jakiś zespół może nas wyprzedzić w tabeli. Tak naprawdę każdy kolejny mecz to nowa presja, bo w każdym chcemy zwyciężyć i dopisać do swojego konta kolejne punkty. Przede wszystkim patrzymy na jakość naszej gry i, jeśli chodzi o zestawienie ligowych zespołów, raczej nie oglądamy się za siebie.

PlusLiga jest w tym roku bardzo wyrównana. Myśli pan, że zespoły środka tabeli podwyższyły poziom czy wręcz przeciwnie; to czołówka jest słabsza niż w poprzednich sezonach?
Nie odczuwam dużej zmiany w tej kwestii; polskie rozgrywki ligowe zawsze były bardzo wyrównane. Przykładowo rok temu o wejściu do play-offów również decydowała niewielka liczba punktów, co jest na to dowodem. W każdym sezonie liga jest silna i w większości meczów bardzo trudno jest wywalczyć zwycięstwo. Tym bardziej cieszymy się z tego, jaką pozycję w tabeli zajmujemy.

Tak jak pan wspomniał, jesteście w dobrej sytuacji – start w play-offach macie zapewniony, ale są zespoły, które jak np. Jastrzębski Węgiel, nie mają tego komfortu. Podoba się panu ten system rozgrywek?
Jest trochę inaczej, kiedy w walce o mistrzostwo po fazie zasadniczej zostają jedynie zespoły z miejsc od pierwszego do szóstego – walka siódmej i ósmej drużyny o play-offy musi być dla kibiców naprawdę ekscytująca. Oczywiście, z perspektywy tych klubów wygląda to zupełnie inaczej, bo dostanie się do pierwszej szóstki jest bardzo trudnym zadaniem. Myślę jednak, że to dobry pomysł – przy szesnastu drużynach, rozbudowanie drugiej fazy rozgrywek byłoby naprawdę męczące dla zawodników. Poza tym liga kończyłaby się prawdopodobnie w czerwcu, a przecież już wtedy trwa sezon reprezentacyjny. Dzięki temu systemowi walka o mistrzostwo Polski rozstrzygnie się troszkę szybciej, co na pewno pomoże reprezentantom poszczególnych krajów.

Na przestrzeni kończącej się fazy zasadniczej nie ustrzegliście się kontuzji, m.in. Grzegorza Łomacza. Również w innych zespołach są problemy zdrowotne. Myśli pan, że przyczyną tego jest wspomniane wcześniej rozbudowanie ligi?
Jest bardzo dużo rzeczy, które wpływają na kontuzje. Przede wszystkim część z tych zawodników, którzy cierpią na problemy zdrowotne, to reprezentanci swojego kraju, którzy grają naprawdę dużo meczów na przestrzeni roku. Trudno generalizować, ile przerwy dostają siatkarze między sezonami, ale na pewno można powiedzieć, że urlopy nie są zbyt długie. Same kontuzje są ryzykiem wpisanym w bycie sportowcem – to całkiem normalna rzecz, w siatkówce także. Jakość gry każdego zespołu może zależeć od zdrowia jego kluczowych postaci, więc tym bardziej cieszę się, że mamy bardzo dobrą drużynę, w której do któregoś momentu drugoplanowe postaci z powodzeniem potrafią się wpasować w pierwszy skład i grają naprawdę dobrze.

Poruszając temat roszad w waszym zespole, nie można nie wspomnieć o pana coraz częstszych występach w roli atakującego. W meczu z GKS-em Katowice zagrał pan zarówno po przekątnej z rozgrywającym, jak i na środku. Takie zmiany przeszkadzają?
Zdecydowanie czuję się świetnie na skrzydle. Mała zmiana co jakiś czas nie zaszkodzi. (śmiech)

Może pan powiedzieć, czy zagra na ataku również w zbliżającym się pojedynku z Cucine Lube Civitanova w Lidze Mistrzów?
Mam nadzieję, że nie będzie takiej konieczności, ponieważ mogę zdradzić, że moja zmiana pozycji wynika z drobnej kontuzji Szymona Romacia – nasz nominalny atakujący ma małe problemy z kolanem i przez ostatnie dwa, trzy dni nie mógł skakać, co uniemożliwiło mu pełny trening i udział w meczu w katowickim Spodku. Prawdopodobnie dlatego dostałem taką szansę, ale jeśli właśnie w tej roli będę potrzebny zespołowi, z przyjemnością zagram na prawym skrzydle… kto wie, może później jako libero? (śmiech)

Nawet grając na środku, pozostaje pan liderem swojego zespołu, co nie jest zbyt często udziałem środkowych. Czuje pan na sobie związaną z tym większą presję?
Meczów jest naprawdę dużo i to zupełnie naturalne w dobrych zespołach, że w każdym z nich jest presja związana z odpowiedzialnością za wynik i w różnych momentach spotkań różni siatkarze biorą na siebie ciężar zdobywania punktów. To normalne na poziomie, na którym gramy.

Jeśli chodzi o liderów wśród środkowych, jest młody polski zawodnik, Jakub Kochanowski, z którym prowadzicie wyrównaną walkę w kwestii zdobyczy punktowych…
Nie patrzyłem na statystyki i nie porównywałem, który z nas gra lepiej w ataku, ale bloków na pewno ma więcej… trener ciągle nam to powtarza. (śmiech) Raczej staram się nie porównywać z żadnym z moich konkurentów, ale w PlusLidze na pewno jest wielu dobrych środkowych, jednych silnych fizycznie, innych bardzo wysokich, przeciwko którym trudno jest grać.

Zostając jeszcze przy temacie pana pozycji, środkowi często są utożsamiani ze spokojem, jednak pan trochę odbiega od tego schematu. To kwestia bałkańskiego temperamentu?
Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, ale faktycznie tak może być. U nas, to znaczy w reprezentacji Serbii, pod tym względem nie ma podziału na pozycje – jeśli chcesz wygrywać, musisz być w stu procentach zaangażowany. Każdy walczy tak samo i emocje na boisku to normalna rzecz – jeśli chce się bez nich grać, to chyba lepiej wybrać szachy. (śmiech) Oczywiście to nie jest żadna dyskryminacja, bo uważam szachistów za bardzo inteligentnych ludzi, no ale nie da się ukryć, że nie za bardzo mogą krzyczeć podczas swoich meczów. (śmiech)

Nie jest tajemnicą, że po tym sezonie kończy się panu kontrakt. Może pan zdradzić, jaki kierunek obierze na następne lata?
Dopiero kończymy sezon zasadniczy, więc jest zdecydowanie za wcześnie, by rozmawiać na ten temat. Jak co roku, plotek jest dużo, ale na tym etapie nie chcę ani ich potwierdzić, ani zdementować. Koncentruję się tylko i wyłącznie na tym, co nas czeka w najbliższych dniach i myślę, że żaden z nas nie powinien zastanawiać się nad tym, co i gdzie będzie robił za rok – liczy się to, co jest teraz, a czekają na nas naprawdę trudne pojedynki np. w Lidze Mistrzów.

 

 

Rozmawiała Magdalena Kwaśniok
Fot.: M-volley.pl

 

(Nie ma ocen)
Loading...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *