Thibault Rossard dla M-volley: Jeśli nie ma między zawodnikami chemii, nie będą dobrze grali

Thibault Rossard, przyjmujący reprezentacji Francji i Asseco Resovii Rzeszów, w wywiadzie dla naszego portalu skomentował przebieg fazy grupowej mistrzostw Europy, opowiedział o atmosferze w drużynie i zdradził dlaczego przefarbował włosy na blond.

Magdalena Kwaśniok, M-volley.pl: Wygraliście ważny mecz z Turcją, dzięki czemu w barażach zagracie z reprezentacją Czech. Co możesz powiedzieć o waszym kolejnym przeciwniku?
Thibault Rossard, reprezentacja Francji: Jeszcze nie mieliśmy odprawy wideo przed nadchodzącym spotkaniem, jednak z pewnością nie są to anonimowi gracze. Wielu z nich gra we Francji, więc mam w głowie obraz tej drużyny. Będzie to dla nas trudny mecz, jak trzy poprzednie w fazie grupowej, ale jeśli zagramy cierpliwie i na swoim poziomie, z pewnością możemy wygrać

Wróćmy do pierwszego dnia turnieju. Czy porażka z reprezentacją Belgii odebrała wam pewność siebie?
– Nie, ale muszę przyznać, że nie spodziewaliśmy się po sobie takiej gry i porażki na inaugurację. Drugi mecz tych mistrzostw również był dla nas trudny, ale we wczorajszym spotkaniu z reprezentacją Turcji pokazaliśmy, że nasza gra z każdym dniem będzie wyglądała lepiej. Nie spodziewaliśmy się tej porażki, ale wciąż jesteśmy w grze o mistrzostwo Europy, więc nie jest aż tak źle (śmiech).

Wspomniałeś, że drugie spotkanie fazy grupowej z reprezentacją Holandii było dla Was wyzwaniem. Zacząłeś mecz jako rezerwowy, więc możesz ocenić, czy łatwiej się ogląda takie spotkania z boku czy lepiej jest przebywać na boisku?
– Kiedy patrzyłem na ten mecz, widziałem drużynę, która nie gra tak, jak wszystkich do tego przyzwyczaiła i nie trzyma swojego poziomu. Chciałem więc wyjść na boisko i pomóc moim kolegom. Cieszę się, że dostałem szansę gry, ale najważniejsze było dla mnie zwycięstwo.

Kiedy pojawiłeś się na boisku, sytuacja była naprawdę zła. Co ma się w głowie, w takim momencie? Byłeś zestresowany?
– Zdecydowanie nie byłem zestresowany, a raczej zły. Wszyscy stali ze zwieszonymi głowami i nie czerpali radości z gry, bo po prostu nam się nie układała. Rozzłościło mnie to i starałem się zmotywować kolegów, przekazać im trochę tej agresji. Na boisku pojawił się również Earvin [N’Gapeth przyp.red.], który powiedział parę żartów na rozluźnienie i starał się grać jak zwykle – na luzie. Dobrze jest mieć taką osobę w drużynie.

W jednym z najtrudniejszych momentów tamtego spotkania, przy piłce meczowej Holendrów, N’Gapeth zapunktował w bardzo trudnej sytuacji, a później zachowywał się tak, jakby codziennie ratował swoją drużynę z takiej opresji. Dobrze jest mieć na boisku tak pewnego siebie zawodnika?
– Earvin na pewno ma specyficzne podejście do gry – każdym swoim ruchem stara się pokazać przeciwnikom, że niczego się nie boi i z każdej sytuacji umie wyjść zwycięsko. Tak jak powiedziałaś, kończy niesamowicie trudne piłki i uważa, że to normalne, ale tak nie jest (śmiech). Świetnie jest być w drużynie z osobą, o której wiesz, że udźwignie grę w najważniejszym momencie. Czasem potrafi zagrać jedną lub dwie takie spektakularne piłki i to zazwyczaj w najważniejszych fragmentach setów.

Jest to coś, czego chcesz się od niego nauczyć?
– Nie jestem pewny, czy będę umiał (śmiech). Każdy z siatkarzy jest inny, różni się również nasze podejście do gry, ale z pewnością Earvin może być dla mnie swego rodzaju inspiracją.

W jednym z wywiadów wspomniałeś, że w waszej drużynie jest ogromna konkurencja, zwłaszcza na twojej pozycji. Jak to możliwe, że przy tak dużej ilości ambitnych graczy udało wam się stworzyć świetny zespół?
– Znamy się bardzo dobrze nie tylko z boiska, ale również poza nim. Dużo ze sobą rozmawiamy. Oczywiście, na treningach jest między nami zacięta rywalizacja, bo każdy z nas w następnym meczu chce wyjść w pierwszym składzie, ale to tylko podnosi poziom naszej reprezentacji. Ta rywalizacja nigdy nie jest niezdrowa.

Team spirit to coś, co jest waszym największym atutem?
– Dobra atmosfera na pewno jest jedną z naszych największych zalet. Dzięki temu, że wszyscy trzymamy się razem, łatwiej jest nam walczyć o najwyższe cele. Oczywiście, każdy z nas myśli o tym, jak indywidualnie zagrać  dobry turniej, ale w żadnym stopniu nie przeszkadza nam to w funkcjonowaniu zespołu. Możesz mieć w drużynie nawet najlepszych graczy na świecie, ale jeśli nie ma między nimi chemii, nie będą grali dobrze. Myślę, że dlatego kładziemy na to taki nacisk.

Macie wielu fanów, również wśród polskich kibiców. Myślisz, że jest to spowodowane tym, jak wygląda wasza siatkówka, czy raczej waszym zachowaniem? Tym że dla wielu jesteście definicją drużyny?
– Obie te rzeczy z pewnością mają znaczenie. Kiedy gramy naszą najlepszą siatkówkę, jest ona przyjemna dla oka i podoba się zarówno kibicom w hali, jak i ekspertom. Potrafimy dobrze się prezentować w obronie, a Earvin czasami zaskakuje nowymi spektakularnymi zagraniami. Myślę, że miło się na to patrzy. Poza boiskiem, na przykład w kwadracie dla rezerwowych, często żartujemy, przeważnie jesteśmy uśmiechnięci i czerpiemy radość z tego, co robimy. Takie rzeczy również przyciągają kibiców.

Nie jest tajemnicą, że część waszej drużyny jest bardzo aktywna w social mediach. Robicie to dla siebie czy dla swoich fanów?
– Muszę przyznać, że sam za dużo nie korzystam z tego typu rzeczy, ale faktycznie mamy w zespole osoby, które lubią się dzielić newsami na przykład na Instagramie. To co robimy na boisku może zobaczyć każdy, ale myślę, że dla kibiców ważne jest również to, jak się zachowujemy poza nim. W zasadzie nie wiem, czemu sam aż tak często nie korzystam z social mediów, ale chyba po prostu za dużo o tym nie myślę (śmiech).

Gra w klubie jednak różni się atmosferą od reprezentacji, gdzie wszyscy się dobrze znacie. Powrót do Rzeszowa będzie dla ciebie trudny?
– Oczywiście jest to inny typ pracy, jednak jestem bardzo podekscytowany na myśl o powrocie do Rzeszowa. Spotkam się z kolegami, z którymi spędziłem ostatni rok. Ciekawie będzie też poznawać nowych graczy, którzy dopiero pojawią się w drużynie. Największą różnicą jest chyba to, że w reprezentacji mogę mówić po francusku, a w klubie trzeba sobie radzić z angielskim (śmiech). Pierwszy sezon w Rzeszowie był dla mnie bardzo dobry, współpraca z klubem układa się świetnie, więc nie mogę się doczekać startu rozgrywek.

Mieliście czas zobaczyć w Katowicach coś poza Spodkiem?
– W dniu meczowym mamy czas wolny, ale po porannym treningu  wolimy odpocząć, przespać się i zrelaksować. Myślę, że kiedy nie będziemy grali żadnego spotkania, wybierzemy się na spacer po mieście.

Kiedy zobaczyłam wasze zdjęcia z nowymi fryzurami, wiedziałam, że muszę o to zapytać (śmiech). To taki nowy “look” czy forma żartu?
– Zdecydowanie forma żartu. Niektórzy z nas zmieniali kolor włosów na ważne turnieje, ale w moim przypadku chodzi o… Przegrany zakład (śmiech). Grałem z jednym z kolegów w grę wideo i się założyliśmy, że przegrany farbuje się na blond. Jak widać, nie udało mi się wygrać (śmiech).

Może jeśli zwyciężycie w turnieju, wszyscy skorzystacie z farby w kolorze medalu?
– Trudno powiedzieć, czy zdobędziemy mistrzostwo Europy, ale jeśli tak się stanie, z pewnością coś wymyślimy (śmiech).

Rozmawiała Magdalena Kwaśniok
Fot.: M-volley.pl

(Nie ma ocen)
Loading...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *